SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

 

DZIENNIK NAZISTY

WYZNANIA EICHMANNA

 

 

O Eichmannie napisano mnóstwo. On sam manipulował informacjami dotyczącymi jego życia w sposób wręcz mistrzowski. Obydwa Dzienniki, zarówno ten nagrywany w Argentynie przez Willema Sassena, jak i ten pisany przez Eichmanna w więzieniu izraelskim żonglują faktami w taki sposób, by wybielić i usprawiedliwić postać głównego pomysłodawcy „ostatecznego rozwiązania”.

 

„Dziennik nazisty” autorstwa Stana Lauryssensa kapitalnie porządkuje i demitologizuje wydarzenia, postaci i sytuacje, które składają się na, pełną jednak ciągle niedomówień, biografię zbrodniarza. Autor bardzo klarownie prezentuje w książce wszystkie istotne fakty, z których jedne są już historycznie oczywiste, ale inne pozostają nie do końca wyjaśnione między innymi dlatego, że archiwa niemieckie do dziś nie są dostępne dla badaczy działalności Eichmanna. Nie wiadomo ostatecznie dlaczego wywiady wielu krajów wiedząc gdzie ukrywa się Adolf Eichmann nie podejmowały, co najmniej przez dwa lata od 1958 do 1960, żadnych kroków, by go aresztować.

Lauryssens zresztą pokazuje w swej książce całą sytuacje z pojmaniem i wywiezieniem Eichmanna do Izraela przez pryzmat kontekstu, który może postawić czytelnika w stan stuporu i zatrwożenia tym, w jaki sposób polityka i układ między politykami może wpływać na ich decyzje.

To jedna z wielu kwestii ważnych w tej książce, która uświadamia nam jak dwuznaczne mogą być jednoznaczne z punktu widzenia moralności czy wręcz elementarnej sprawiedliwości, decyzje polityków.

Ten problem pojawia się już na samym początku „Dziennika nazisty”, gdy śledzimy losy Eichmanna tuż po zakończeniu wojny i jego ucieczkę do Argentyny zorganizowaną i kierowaną przez organizację byłych SS-manów „Odessa” oraz przedstawicieli kleru Kościoła rzymsko-katolickiego różnego szczebla.

 

Można by oczywiście pisać o Eichmannie na przykład w kontekście stanfordzkiego eksperymentu więziennego, którego autorem jest Philip Zimbardo i zastanawiać się nad sensem i istotą człowieczeństwa albo nad jeszcze bardziej skomplikowaną sprawą, którą Zimbardo formułuje w tytule jednej ze swoich książek „Efekt Lucyfera: Dlaczego dobrzy ludzie czynią zło?”.

 

Stan Lauryssens stawia to pytanie niejako „nie wprost”, nie pada ono dosłownie w tekście.

Książka przecież głównie prezentuje fakty. Cały komentarz czy też ocena przedstawianych wydarzeń jest zadana czytelnikowi i to on musi sam dokonać pracy interpretacyjnej.

 

Dosyć mylący jest podtytuł książki Lauryssensa „wyznania Eichmanna” - nawet jeśli są w niej przytaczane, często obszerne fragmenty obu Dzienników to przecież służą one pewnej tezie i zamierzeniu pisarskiemu autora i nie są w tym tekście samodzielnym bytem literackim czy dokumentalnym. Stanowią ważną, często zasadniczą, ale zdecydowanie tylko część tego, o czym autor chce nas poinformować – a jest to kwestia szalenie istotna:

Eichman - i to właśnie pokazują oba Dzienniki jego autorstwa i „Dziennik” Lauryssensa - nigdy nie przyznał się do winy, mało tego nigdy nawet coś takiego jak poczucie winy za zaplanowanie i nadzorowanie wymordowania milionów ludzi przez myśl mu nie przeszła.