SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

 

Polacy w teczkach bezpieki

 
To nie jest kolejna biografia Karola Wojtyły.
To nie jest książka, która miałaby się stać przedmiotem sensacji.
To zarys pewnego, całkiem niedawno minionego czasu,
który miał autentycznych bohaterów i - niestety - antybohaterów.
[ze wstępu]

"Donos na Wojtyłę" to książka o przedziwnych i często zatrważających losach Polski i Polaków. Omawiając inwigilacyjne działania polskiej bezpieki wobec metropolity Krakowa arcybiskupa Karola Wojtyły autor ukazuje cały, ogromny obszar i zakres działań operacyjnych UB/SB, które oczywiście nie były do tej pory powszechnie znane, a które jasno pokazują istotę systemu politycznego określanego skrótem PRL.

"Lekturę radzę zacząć od epilogu, bo jeśli zacznie się od początku, łatwo można ugrzęznąć w wątku drugorzędnym, choć - co tu dużo mówić - fascynującym: identyfikowania bardziej lub mniej zaszyfrowanych agentów. Podejrzewam, że chwilami nawet autor ulegał tej pokusie. Ale ten wątek - personalny, lokalny, krakowski, fascynujący tym bardziej, im więcej się tam znajduje znajomych postaci, jest w książce mniej ważny. Książka nie jest o tym, a w każdym razie nie przede wszystkim o tym.

Nawet tytuł i podtytuł są lekko mylące. Bo książka nie opisuje donosu czy donosów na Wojtyłę. Jej treść wychodzi poza przypadek jednej osoby, nawet tak ważnej jak Jan Paweł II. Oparta na dokumentach inwigilacji Kościoła krakowskiego, jest książką o złowrogiej machinie aparatu władzy. Zatrzymanie się na trybikach bez refleksji nad całą machiną będzie stratą czasu. Bo jest to bardzo rzeczowa książka o potworności tego, z czym mieliśmy przez kilkadziesiąt lat na co dzień do czynienia." [Tygodnik Powszechny]

W swoim wykładzie w Muzeum Polskim w Chicago zatytułowanym "Misterium iniquitatis" Marek Lasota bardzo dokładnie prześledził etapy budowania metod i technik totalitarnego, bezwzględnego kontrolowania społeczeństwa, w tym oczywiście Kościoła i jego kleru, który zresztą był zawsze przedmiotem szczególnie intensywnego zainteresowania bezpieki.

Koncentrując się na postaci Karola Wojtyły autorowi udaje się wykroczyć poza jednostkowe doświadczenia przez nałożenie ich na doświadczenia całego społeczeństwa. Karol Wojtyła stanowi jednakowoż w książce Lasoty stały punkt odniesienia, który zaświadcza, że cały zbrodniczy system inwigilacyjny nie był w stanie "rozpracować" tego jednego człowieka, który doskonale zdając sobie sprawę z bycia "pod kontrolą" żył i zachowywał się według zasady: nie robimy nic nagannego, pozwólmy zatem im działać. Rzecz jasna nie wszyscy mieli tyle wiary i siły wewnętrznej by sprostać i oprzeć się często bezwzględnej presji bezpieki. O nich również jest ta książka, jakkolwiek autor nie podaje nawet konkretnych nazwisk agentów, których udało się zwerbować - nie jest to przecież konieczne do tego, by pokazać działanie systemu represji i dramaty ludzkie.

"Agenci zaś (z pewnością czasem ofiary szantażu, strachu, naiwności, pełnionych funkcji czy jeszcze czegoś) są ukryci za nadawanymi im przez SB pseudonimami. Ukryci w różnym stopniu. Jest pokaźna liczba takich, którzy wprawdzie nie są nazwani po imieniu, jednak ujawnione szczegóły i okoliczności w gruncie rzeczy ujawniają, kim byli "Żagielowski", "Turysta", "Szary", "Zbyszek" alias "Karol", "Delta" i przynajmniej jeszcze kilku innych." [Tygodnik Powszechny]

"Historykowi z IPN na konkretnych przykładach udało się wykazać, jak SB próbowała - i to po upływie ponad 20 lat - wykorzystać plotkarskie i na pierwszy rzut oka niewinne doniesienia swoich współpracowników. W marcu 1961 r. dziennikarz, a zarazem agent SB o pseudonimie Ewa poinformował o szczególnych relacjach łączących biskupa Wojtyłę z pracownicą "Tygodnika Powszechnego" Ireną Kinaszewską. Bezwartościowe przez lata informacje Ewy posłużyły w 1983 r. kapitanowi Grzegorzowi Piotrowskiemu do przygotowania - w ramach operacji o kryptonimie "Triangolo" - spreparowanego pamiętnika Kinaszewskiej, którego ujawnienie miało skompromitować Jana Pawła II w przededniu jego drugiej pielgrzymki do Polski. Ta prowokacja, w żargonie SB eufemistycznie określana mianem gry operacyjnej, spaliła na panewce, ale wiele innych opisywanych przez Lasotę działań SB przysporzyło Karolowi Wojtyle i osobom z jego otoczenia rzeczywistych problemów. "Donos na Wojtyłę" rozczaruje miłośników taniej sensacji. Nie jest to wprawdzie klasyczna książka naukowa, ale podczas lektury widać odpowiedzialność autora za każde zawarte w niej zdanie." [Wprost]

Książka Lasoty to efekt ogromnej pracy przeszukiwania i opracowywania dokumentów zgromadzonych w Instytucie Pamięci Narodowej. Jak podaje sam autor jest ich osiemdziesiąt kilometrów bieżących, więc staje się jasne, że praca nad inwigilacją prowadzoną przez służby specjalne PRL jest zadaniem, które może trwać długie lata i prawdopodobnie nigdy nie będzie ostatecznie zamknięte. Pisanie "Donosu na Wojtyłę" zajęło autorowi cztery pełne lata i pokazuje jak bardzo istotne i potrzebne jest publikowanie dokumentów okrytych mgłą tajemnicy i sensacji. Upublicznione stają się jawne i przez to wiarygodne, bo podlegają weryfikacji charakterystycznej dla dokumentu historycznego.

Lasota obala parę mitów wykreowanych w czasach PRL. Jednym z nich jest dosyć powszechny stereotyp mówiący o tym, iż bezpieka traktowała biskupa Wojtyłę jako człowieka bardziej ugodowego i łatwiejszego do manipulowania niż prymas Wyszyński.

"Przy pomocy żmudnie zestawionych dokumentów Lasota pokazuje, jak niebudzący większego zainteresowania wikary z Niegowici i od św. Floriana w Krakowie przesuwa się w centrum zainteresowania bezpieki. Przy okazji następuje podważenie legendy, że władze PRL wyraziły zgodę na jego nominację arcybiskupią dlatego, że nie wiedziały, kim naprawdę jest ten młody wikariusz kapitulny. Wiedziały! On już ich zaskakiwał. Wygrywał kolejne batalie z władzami i choć pełnił funkcję z natury rzeczy prowizoryczną, wyróżniał się niesłabnącą i bardzo skuteczną inicjatywą.

Kandydatów proponowanych przez Prymasa (bp Karol Wojtyła, bp Jerzy Stroba, ks. Tadeusz Fedorowicz) Komitet Centralny PZPR ocenił negatywnie. Cytowana przez Lasotę opinia o biskupie Wojtyle właściwie eliminuje go jako kandydata ("Mimo pozorów wykazywanej kompromisowości i elastyczności w stosunkach z władzami państwowymi jest bardzo niebezpiecznym przeciwnikiem ideowym...", "wybitnie uzdolniony i dobry organizator jest bodaj jedynym biskupem, który potrafiłby skonsolidować nie tylko kurialistów i kler diecezjalny, ale także skupić wokół siebie część inteligencji i młodzieży katolickiej...").

Dlaczego premier Cyrankiewicz podpisał zgodę na tę nominację? Lasota wysuwa trzy hipotezy: chęć osłabienia pozycji znienawidzonego kardynała Wyszyńskiego, postępowe - zdaniem komunistów - poglądy wyrażane przez Wojtyłę na Soborze i wreszcie (ta hipoteza jest dość fantastyczna) poparcie TW "Turysty", wtedy już proboszcza w Nowej Hucie, który w dzieciństwie mieszkał w jednym domu z Cyrankiewiczem. Premier miał mu po prostu zaufać..." [Tygodnik Powszechny]

Lektura "Donosu na Wojtyłę" jest odkrywcza nie tylko w tym kontekście. Autor starannie uzmysławia czytelnikowi, iż mechanizmy państwa totalitarnego są zawsze i wszędzie identyczne, mogą wprawdzie różnić się szczegółami czy nazwą, ale w istocie są zawsze tożsame ze zniewoleniem i podporządkowaniem jednostki i przegrywają tylko i wyłącznie wtedy, gdy ta jednostka jest świadoma swej wyjątkowości i wartości jako osoba - tak jak to miało miejsce w przypadku wikarego z Niegowici.

Zbyszek Kruczalak

w tekście wykorzystano fragmenty:

Marek Lasota, Donos na Wojtyłę. Karol Wojtyła w teczkach bezpieki, Znak, 2006 s.348.
Antoni Dudek, Górna półka - Polowanie na Wojtyłę w:Wprost, Nr 1213 (12 marca 2006).
Adam Boniecki, Góra rodzi mysz, Książka o Karolu Wojtyle w teczkach bezpieki w: Tygodnik Powszechny, 6 marca 2006.