SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

Pianista - warszawskie wspomnienia 1939-1945

                        
The Pianist: 
The Extraordinary True Story of One Man's Survival in Warsaw, 1939-1945

 

 

"Jego życie można właściwie streścić w dwóch dziełach muzycznych.
Pierwsze to 'Lacrimosa' drugie - 'Oda do radości' "
-  napisał Jan Bończa-Szablowski
w nekrologu po śmierci artysty
w lipcu ubiegłego roku.

 

"This slim volume written with in a kind of terse,
no-nonsense style that will keep the reader riveted to each episode
in Szpilman?s incredible Odyssey, is probably one of the best books
I have read in the area of Holocaust literature".

napisał Jerome Steinfeld
ze Spring Valley w stanie Nowy Jork.

Był znakomitym kompozytorem, świetnym wirtuozem i niezapomnianym twórcą piosenek, a raczej szlagierowych przebojów muzyki popularnej, których skomponował około pół tysiąca, aczkolwiek  można znaleźć informacje i o tysiącu popularnych kompozycji zamówionych przez czołowych wykonawców muzyki lekkiej. Komponował z ogromną łatwością "potrafił czytać nuty prima vista, czyli grać bez wcześniejszego przeczytania utworu, potrafił skomponować piosenkę w ciągu kilku minut".

Pisał między innymi dla Ireny Santor [Tych lat nie odda nikt], Nataszy Zylskiej [przebój Pik, pik, pik], czy legendarnego już Chóru Czejanda [Jak młode Stare Miasto].

Któż nie zna takich jego kompozycji jak: Nie wierzę piosence, Nie ma szczęścia bez miłości, Nocami i dniami, Przyjdzie na to czas, Jutro będzie dobry dzień, Pójdę na stare miasto, W lipcu na Mariensztacie, Do roboty, Walczyk murarski, Pieśń młodzieży, Nasza Warszawa, Czerwony autobus, Nie wierzę piosence i wielu, wielu innych . Nie skomponował natomiast z całą pewnością super przeboju Cicha woda, który też mu się przypisuje. Jest Szpilman twórcą, o czym mało kto pamięta, sygnału d?więkowego Polskiej Kroniki Filmowej i pomysłodawcą zorganizowania festiwalu w Sopocie.

Przez wiele lat przed i po wojnie pracował dla rozgłośni muzycznej Polskiego Radia. Profesor Tadeusz Wroński mówił o Szpilmanie, że jest to "człowiek, w którym mieszka muzyka".

Nota bene obydwaj artyści wraz ze skrzypkiem Bronisławem Winklem założyli w 1962 roku Kwintet Warszawski, który koncertował z wielkim powodzeniem we wszystkich ważnych salach filharmonicznych świata, aż do lat osiemdziesiątych. Był to zresztą jedyny na świecie zewspół muzyki poważnej, który "grał wszystkie sonaty z pamięci. Sonaty były ich ulubionym tematem. Ale grali niemalże cały repertuar klasyczny". Szpilman ma w swym dorobku wiele znakomitych i znanych utworów muzyki poważnej. "Był autorem m. in. Koncertu Skrzypcowego, suity fortepianowej Życie maszyn, Concertina na fortepian i orkiestrę, wariacji na temat walca z opery Casanova - Ludomira Różyckiego, Małej uwertury i suity baletowej". Odkrył go przez "przypadek" amerykanski skrzypek polskiego pochodzenia Bronisław Gimpel który przez "przypadek" był akurat z koncertem w rodzinnym miescie Szpilmana Sosnowcu.

Miał w swoim życiu ogromne szczęście do ludzi i niezwykle potężnego protektora w swoim osobistym Aniele Stróżu. Pozwoliło mu to być sławnym, docenionym i wykonywać swoje ukochane zajęcia kompozytorkie i radiowe. "Władysław Szpilman jako człowiek radia miał dar przekazywania piękna. Był zakochany w radiu".

Przede wszystkim jednak dzięki niesamowitej zupełnie opiece sił ludzkich i boskich przetrwał wojnę, okupację - przeżył Holocaust i o tym są jego pamiętniki zatytułowane pierwotnie "Śmierć miasta" i spisane zaraz po wojnie przez Jerzego Waldorffa, a teraz przeredagowane i wydane pod tytułem "Pianista".

Jak piszą wydawcy w omówieniu do najnowszego wydania wspomnień Szpilmana - "przygotowana przez Znak publikacja jest pierwszym pełnym, wolnym od ingerencji cenzury polskim wydaniem Pianisty [niemieckie ukazało się w 1998 roku]. Gdyby wydawcą nie był Znak, a redaktorem wydania syn autora, Andrzej Szpilman i gdyby cała rzecz nie dotyczyła głośnego i zapamiętanego wydarzenia literackiego jakim było wydanie książki w 1946 roku, nikt by pewnie nie zwrócił uwagi na te, popularne przecież wśród wydawców chwyty reklamowe o publikowaniu tekstów ?od nowa i bez cenzuralnych zniekształceń", ale co się okazuje -

"kogoś, kto dobrze zna Śmierć miasta z 1946 roku, lektura Pianisty wprawi w zdumienie. Porównanie obu wydań przynosi bowiem jednoznaczną konstatację: wbrew zapowiedziom wydawcy w Pianiście nie ma niczego, czego nie byłoby już w Śmierci miasta. O żadnych nie może być mowy. Wprowadzono natomiast głębokie zmiany stylistyczne i leksykalne, dotykające niemal każdego zdania. Po co? Przecież stylizowanie na nowo, powstałego ponad pół wieku temu, świadectwa zaciera piętno czasu, w którym powstało. [...] Jednym z najczęściej retuszowanych słów jest . W jego miejsce używa się takich wyrazów jak . Nie pojawia się też w nowej wersji zastąpiony , czyli słowem z zupełnie innego rejestru stylistycznego. Trudno dociec, czemu musiał ustąpić , dlaczego zmienieni są na , a na . Raz wymienia się na , innym razem jest odwrotnie i trudno doszukać się logiki tych zmian. Za to konsekwentnie staje się .

Niektóre zmiany deformują czy zacierają sens orginału i to jest już niebezpieczne i niestosowne - "o żadnym przywróceniu pełnej wersji nie może być [...] mowy". Raczej powinnismy rozważyć nowe wydanie "Pianisty" w aspekcie zniekształcenia i zdeformowania tekstu pierwotnego, powstałego w efekcie pracy redakcyjnej Waldorffa, który pisze we wstępie do wydania z roku 1946: "spotkaliśmy się w lutym 1945 roku na Pradze [...]. Po jakimś czasie przyjaciel mój zaproponował mi, abym spisał jego pamiętniki z okresu wojny.[...] Pracując nad niniejszą książką, korzystałem częściowo z opowiadań Szpilmana, częściowo z jego dokładnych notatek".

Dlaczego zatem zdanie takie jak: "Oparłem głowę o wieko fortepianu i po raz pierwszy w tej wojnie - zapłakałem" postanowiono zmienić na: "Oparłem głowę o fortepian i wybuchnąłem po raz pierwszy w czasie tej wojny płaczem" i dlaczego nie słucha się w "Pianiście" Londynu, ale próbuje znależć rozgłośnię londyńską - nie wiadomo.

Wiadomo natomiast, że w przeciwienstwie do tekstu drukowanego, filmowa wersja wspaomnień Szpilmana miała niesłychanie zawikłane życie z cenzurą. Scenariusz w oparciu o "Śmierć miasta" napisali już w 1945 Andrzejewski z Miłoszem, nota bene rówieśnikiem Szpilmana. Urząd cenzorski tak bardzo pociął ten tekst zatytułowany "Robinson warszawski", że w kwietniu 1948 "pisząc do Andrzejewskiego z Waszyngtonu, Miłosz nazywa zmasakrowaną przez cenzurę wersję scenariusza ".

W 1950 wszedł w końcu na ekrany film Jerzego Zarzyckiego, który z pierwotnym scenariuszem nie miał już nic wspólnego.  Mocno krytykowany, przerabiany i ciągle nie dosyć zgodny z wymagianiami cenzury był wyświetlany pod tytułem "Miasto nieujarzmione". Miłosz jednak wycofał swoje nazwisko z czołówki, natomiast Andrzejewski i Zarzycki pod tym pomnikiem socrealistycznego dzieła filmowego się podpisali. Teraz Roman Polanski pracuje w Warszawie i Berlinie nad swoją wersją "Pianisty" wykorzystując z całą pewnością wój własny bagaż doświadczeń okupacyjno wojennych. "To ważny dla Romka film, być może najważniejszy. Czytałem pierwszą wersję scenariusza autorstwa znakomitego dramaturga Rolanda Harwooda. Jest świetna - mówi Wojciech Kilar", który pisze muzykę do tej ekranizacji.

Wracając do literackiego tekstu "Pianisty" i całego zamieszania z jego nową "redakcją" można zauważyć jedynie dwie istotne zmiany w porównaniu z zawartością "Śmierci miasta". Otóż pierwotnie, oficerem niemieckeigo wojska, który pomógł Szpilmanowi przetrwać ostatnie miesiące przed wyzwoleniem Warszawy był Austriak, w nowej wersji jest nim oczywiście Niemiec. Dołączono też do "Pianisty" fascynujące fragmenty zapisków dokonanych w czasie wojny właśnie przez tegoż Niemca - Wilma Hosenfelda. Jest to wstrząsający dokument człowieka, uwikłanego w wojnę i w pełni świadomego swej roli w całym zbrodniczym aparacie faszystowskim. Jego historia jest zresztą sama w sobie tematem na oddzielną książkę dokumentującą wojnę i hitleryzm z punktu widzenia człowieka myślącego i wrażliwego na los drugiej osoby.

"Szpilman found compassion in unlikely people, including a German officer who brought food and warm clothing to his hiding place during the war?s last days. Extracts from the officer?s wartime diary (added to this new edition), with their expressions of outrage at his fellow soldiers? behavior, remind us to be wary of general condemnation of any group" - napisała Wendy Smith w recenzjach edytorskich księgarni Amazon.

Druga, istotna różnica to pominięcie w nowej edycji fragmentu opisującego śmierć artysty Romana Kramsztyka, prawdopodobnie usunięta przez samego Szpilmana, jako niesprawdzona relacja z drugiej ręki.

Otwierający artykuł cytat ustawia postać Szpilmana w niezwykle dramatycznej skrajności i prawie tragicznym rozdarciu między tym co pełne smutku i żalu [Stabat Mater Dolorosa] i tym co nieskończenie potężne radością życia [Oda do radości -Beethovena]. Jakkolwiek jest to atrakcyjna literacko formuła, trudno byłoby nie zauważyć, że pamiętniki Szpilmana pokazują go jako wyważonego człowieka środka, którego wewnętrzny spokój, uporządkowanie i mądrość emanują na wszystkie zachowania, a być może także na jego cudowne ocalenie. Wolf Bierman pisze w dołączonym do wydania "Pomoście pomiędzy Władysławem Szpilmanem i Wilmem Hosenfeldem złożonym  z 33 części":

"Szpilman opowiada o wszystkim tak, że głębiej pojmujemy to, co już wcześniej podejrzewalismy: getta i obozy koncentracyjne z ich barakami i komorami gazowymi nie były w żadnym razie ośrodkami odosobnienia kształtującymi szlachetne charaktery. Głód nie uszlachetnia [...]".

"I am only 23 years old and I have never read a Holocaust memoir before. Or anything dealing with WW II except what I was taught in High School. I happened to pick up this book while looking for another, thinking of a pianist friend of mine.

I found this book unforgettable. What really struck me was not the dull, unthinking cruelness executed by the SS, but rather the general attitude of the persecuted in such bizarre surroundings. The pretending to have a perfectly normal life while neighbourhs and friends are senselessly killed. The simultaneous depression and optimism; the inability to cope with what?s happening and the hope that it will all end soon. Almost to the point of which it could be said that the SS was merciful to the ones they killed, since for the living it was constant mental torture" - napisał Stephen Cleary w recenzji książki zpilmana zamieszczonej w internetowej księgarni Amazon.

Z.Kruczalak

Wszystkie cytaty pochodzą z:

Pianista, Warszawskie wspomnienia 1039-1945, Władysław Szpilman, Znak, Kraków 2001, s. 213 

obszerne fragmenty tekstu zaczerpnięto z:PAMIĘTNIKI WŁADYSŁAWA SZPILMANA, Jacek Leociak w:Rzeczpospolita.pl, 1/3/2001, a także: archiwów księgarni internetowej Amazon