SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

Udostępnij swoim znajomym:

'

“My field of corn is / but a crop of tears” (2)

Jak pisałem w artykule w poprzednim tygodniu: /Ciekawy niezwykle jest fakt wykorzystania tekstu dziennika Ambrosa Adelwarth’a tuż obok fotografii jego osoby oraz miejsc i ludzi, o których w dzienniku wspomina. Jest to genialny zabieg autora, który rozszczepia narrację tekstu na wiele sposobów i nadaje jej wielowymiarowy charakter „ograniczając” jednocześnie pracę wyobraźni czytelnika.

Miejsca „niedookreślone” tekstu narratora opowiadania (wnuk Ambrosa) jak i narratora dziennika (sam Ambros) zostają bowiem tym sposobem wypełnione obrazem, który narzucają czytelnikowi zamieszczone w tekście zdjęcia. Dochodzi dzięki temu, albo raczej w efekcie tego zabiegu, do konfrontacji z tym, co jest wytworem wyobraźni czytającego i „rzeczywistością”, którą ukazują nam zdjęcia/.

Specyficzny Sebaldowi sposób budowania opowieści prawie, bo nie kompletnie, fikcjonalnej opiera się na unikalnym pomyśle łączenia tego, co wyobrażamy sobie czytając i tego, co widzimy, oglądając.

Wyobrażenia budowane ze wspomnień (wielu narratorów, których pochodzenie i status „ontologiczny” mogą się znacznie różnić) sterowane są dodatkowymi bodźcami, które ukierunkowują obiorcę w stronę pożądaną/implikowaną przez autora. Dzięki temu fikcyjna historia nabiera cech rzeczywistych, udokumentowanych i potwierdzonych w różnych źródłach (tekst dziennika wpleciony w narrację, przytoczone wspomnienie, sen czy przewidzenie, fotografie zamieszczone na stronach „oryginalnego” dziennika czy też w tekście właściwego opowiadania, zdjęcia głównego bohatera Ambrose Adelwarth’a, który jednocześnie jest autorem dziennika).

Ambrose Adelwarth jest emigrantem, jego ojciec nie był butlerem czy kamerdynerem, mówi biegle w paru językach, ale mieszka w kraju, w którym się nie urodził, ale który sam wybrał do życia. Jest absolutnie oddany swojej pracy i cały swój czas bez wyjątku, swe uczucia i emocje jej tylko poświęca. Jego życie prywatne nie istnieje, jego służba jest jednocześnie sensem jego istnienia. Gdy chlebodawca, a w istocie chlebodawcy (ojciec i syn) umierają, kończy się jego służba i jego życie w oczywisty sposób zostaje odarte z sensu. Życie pozbawione sensu nie jest warte kontynuacji. Ambrose ucieka od siebie i od świata i poddaje powolnemu, aczkolwiek skutecznemu procesowi odzierania się z pamięci, wyzwalania z tego co było, ucieczki od historii w umieranie, w niebyt, w nieistnienie.

Bohater Sebalda jest oddanym nieskończenie „służącym”, można by powiedzieć służącym par excellence, co przekłada się na służenie całym sobą bez świadomości świadczenia usługi czy wykonywania tej pracy. Jego służba przeszła granice czynności wykonywanej w wymiar czynności konstytuującej istnienie. Jego bycie-służenie u boku syna swego chlebodawcy urasta do rangi misji „bycia dla” kogoś, kto bez niego nie wyobraża sobie swego istnienia, kto zresztą nie tylko jest geniuszem i człowiekiem wszelkich talentów, ale ma też obezwładniające skłonności ku osuwaniu się w stronę szaleństwa. Fascynujący związek między idealnym panem i idealnym służącym, w którym role pana i służącego są tylko społecznym/kulturowym paradygmatem wypełnionym w istocie wzajemnością pozbawioną relacji służbowej zależności.

Perfekcyjność, dokładność, dbałość o wygląd i niezawodność w działaniu, wyrafinowanie językowe, wszechstronne talenty, w tym językowe i organizacyjne, sztuka przewidywania, organizowania, nienaganność manier, osobisty czar i urok, bezinteresowna chęć niesienia pomocy rodzinie nijak i w żaden sposób nie przekładają się na jego odczuwanie rzeczywistości. Dojmująca pustka po stracie ludzi, dla których służba stanowiła o sensie jego bytowania poniosła go ku samounicestwieniu. Fenomen wyłącznego życia dla innych wydobył z cienia takiego istnienia swoją demoniczną, głęboko mroczną stronę.

Niezwykle poruszające, tak zresztą jak całe opowiadanie, jest znaczenie motta do tegoż tekstu: 

“My field of corn is / but a crop of tears” (95)

Zaczerpnięte z poematu mało znanego, brytyjskiego poety z końca XVI wieku Chidioka Tichborne’a jest dyskretnie zmienionym wersem, przynależącym do większej całości:

My prime of youth is but a frost of cares,
My feast of joy is but a dish of pain,
My crop of corn is but a field of tares,
And all my good is but vain hope of gain:
The day is past, and yet I saw no sun,
And now I live, and now my life is done. (611)

Jak widać, niektóre słowa uległy w tym motcie niezwykle dyskretnej „transformacji”. Zamiast /tares/ – co znaczy wyka, albo w terminologii biblijnej chwast – mamy /tears/, czyli łzy. Przestawieniu natomiast zostały poddane wyrazy /crop/ czyli zbiór-plon i /field/ czyli pole, co dramatycznie przesuwa ciężar akcentu w wersji Sebalda z wymiaru przestrzennego na wymiar czasowy. Dramatyzm otwarcia, jaki narzuca nam to motto towarzyszy czytelnikowi przez cały czas obcowania z tekstem.

Dwie pozornie podobne postaci oddane złudnie identycznej profesji, dwie opowieści o dwu różnych losach, dwu kompletnie nieporównywalnych osobowościach, które sensownie istnieją tylko dlatego, że pozostają w służbie innym – a jednocześnie głębokie przeświadczenie i nieodparte wrażenie jakie obezwładnia czytelnika obu tekstów, zarówno Ishiguro jak i Sebalda, że przekroczenie niewidzialnej granicy oddania drugiemu, może naznaczyć nasze bytowanie niewyobrażalnym cierpieniem samotności i desperacji, albo (jak to ma miejsce w wypadku pana Stevensa z powieści „Okruchy dnia”) obawą przed obnażeniem wewnętrznej pustki w salwach dowcipu i śmiechu.

Zbyszek Kruczalak

 

Udostępnij swoim znajomym: