SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

Nie przetłumaczę Domosławskiego Martin Pollack 3/1/2010 12:00:00 AM Zródło: Tekst pochodzi z serwisu Wyborcza.pl
Mam wrażenie, że autor nie pisał tej biografii bez uprzedzeń, tak jak się ma prawo oczekiwać tego od biografa, ale że pisał ją z konkretnym zamiarem: żeby skompromitować, obnażyć Kapuścińskiego, zdemaskować jego uśmiech, "zawsze uśmiech, wszędzie uśmiech", jako wystudiowany i fałszywy

Tak, jak przypuszczalnie wielu innych tłumaczy Ryszarda Kapuścińskiego otrzymałem niedawno jego biografię, która wyszła spod pióra Artura Domosławskiego. Poproszono mnie o ocenę i informację, czy chciałbym ewentualnie dokonać jej przekładu. Przeczytałem więc książkę z dużym zainteresowaniem, ponieważ zawiera wiele nowego: ciekawe szczegóły z życia autora, którego znałem od wielu lat, ale także mało pochlebne dla niego rzeczy.

To mi nie przeszkadza, liczyłem się z tym. W życiu każdego da się coś znaleźć, co nie zawsze stawia go w najlepszym świetle, jednego bardziej, drugiego mniej to dotyczy - często nie zależy to tak bardzo od samego człowieka jak od czasu, w jakim przyszło mu żyć. Ryszard żył w ciężkich czasach, ukształtowanych totalitarnymi ideologiami, przełomami, nadziejami, rozczarowaniami i kłamstwami, pogmatwanych i splątanych ze sobą - to, że te zawirowania odcisnęły się na jego życiorysie, nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem.

Autorowi biografii udało się dość przekonująco przeanalizować trudności związane ze wzrastaniem w takich czasach i kształtowaniem własnej osobowości. Podziwiam ogrom pracy, jakiej dokonał Domosławski, objętość materiału, czasami wręcz przytłaczająca, pewnych rzeczy nie chce się chyba aż tak dokładnie wiedzieć - i nie mam tu na myśli osobistych epizodów, chociaż także niektóre z nich uważam za zbędne, ale to sprawa gustu.

Tak więc słowa uznania, szacunku dla autora: duża ważna praca. Mimo to podczas lektury zakradają się wątpliwości i - kiedy kończę czytać manuskrypt - decyzja już zapadła: Nie chcę tłumaczyć tej biografii.

*******

To osobista decyzja, której poza sobą samym nie muszę z nikim uzgadniać, mimo to chcę na podstawie dwóch przykładów wyjaśnić jej powody. Zaznaczam jeszcze raz: książkę czytałem z zainteresowaniem, czasami z przyjemnością, Domosławski zna się na fachu. Mimo to od początku coś mnie w niej irytowało, psuło radość lektury.

Mam wrażenie, że autor nie pisał tej biografii bez uprzedzeń, tak jak się ma prawo oczekiwać tego od biografa, ale że pisał ją z konkretnym zamiarem: żeby skompromitować, obnażyć Kapuścińskiego, zdemaskować jego uśmiech, "zawsze uśmiech, wszędzie uśmiech", jako wystudiowany i fałszywy.

Wrażenie to nie słabło podczas dalszej lektury, wręcz odwrotnie, nasilało się coraz bardziej. A szkoda, ponieważ w ten sposób biografia w moich oczach straciła na wartości, gdyby nie to, mogłaby być pewnie doskonała.

To, co mnie razi, to nie te być może kłopotliwe rewelacje, socrealistyczne wiersze, uwikłanie w polski stalinizm, czy osobiste słabości, które Domosławski wydobywa na światło dzienne. Uważam, że to dobrze, że poznajemy wielkiego autora z nieznanej do tej pory strony, być może wywoła to dyskusję, jak należy się obchodzić z przeszłością. Debatę taką musimy prowadzić spokojnie, w wyważony sposób, bez urągania, bez domniemań i spekulacji, które insynuują najgorsze - ale to właśnie robi Domosławski.

********

Oto przykład. Już na samym początku opowiada, że Kapuściński miał zamiar napisać książkę o swoim rodzinnym mieście Pińsku, projekt, którego - jak wiadomo - nie mógł już zrealizować. Ja także często z nim o tym rozmawiałem, nalegałem, żeby pisał, jego czytelnicy na nią czekają, także ci niemieckojęzyczni.

Domosławski cytuje rozmowy, w których Kapuściński tak przywołuje miasto swojego dzieciństwa: "Myślę, że tamten czas i klimat przyjaznej, współistniejącej i współpracującej wielokulturowości Pińska wart jest ocalenia we współczesnym i zestresowanym świecie". Mówi, że ten klimat go ukształtował i że: "To było miasteczko życzliwych ludzi i życzliwych ulic. Do czasu wybuchu wojny nie widziałem tam żadnego konfliktu".

Na to Domosławski: "Taka sielanka na pograniczu kilku narodów, religii, kultur? W tej części świata w latach trzydziestych XX wieku, gdy wszędzie wokół kipiało od nienawiści etnicznych, religijnych, klasowych?".

I tu go ma! Nakrył Kapuścińskiego! Bo rzeczywistość była naturalnie inna, ani śladu idylli, wprost przeciwnie, w latach trzydziestych w Pińsku mnożyły się konflikty etniczne, antysemityzm, polski szowinizm. Domosławski cytuje ówczesne źródła, lokalne gazety, z których bije po oczach nienawiść do Żydów, niechęć do innych, Białorusinów i Ukraińców. Pińsk, który przywołuje Kapuściński, to według Domosławskiego mit. Czy nie jest aby „składnikiem pisarskiej autokreacji? Mitologizacją, która spajała życiorys » tłumacza kultur «, jakim pragnął, by go widziano u kresu życia?”.

Sielankowa idylla nie była niczym innym jak wymyśloną przez Kapuścińskiego legendą, twierdzi Domosławski, oszustwem, tak jak i całe jego życie. Wielkim kłamstwem.

Ale przecież podczas tych rozmów Kapuściński opowiada o Pińsku, w którym mieszkał, będąc dzieckiem, jako sześcio-, najwyżej ośmioletni chłopiec. Być może w tym wieku nie odczuwał niczego z tej groźnej atmosfery, może do jego małego, strzeżonego przez rodziców świata nie przenikała tląca się wokół nienawiść? Czy to takie nieprawdopodobne? Nie sądzę. Domosławski natomiast zdaje się to wykluczać, z niewątpliwie nostalgicznych fragmentów wspomnień konstruuje zarzut, który rzuca cień na całe późniejsze życie Kapuścińskiego, na jego życiowy dorobek: wszystko jest mitologizacją, ucieczką przed rzeczywistością.

Jak Kapuściński przedstawiłby Pińsk w swojej książce - a o to, tak sądzę, naprawdę chodzi - nie wiemy. Nie możemy wiedzieć, Domosławski także nie. Ponieważ Ryszard nie napisał takiej książki. Została w jego głowie. Wspomniałem już, że rozmawiałem z nim o niej i poruszaliśmy przy tym drażliwe problemy antysemityzmu, nędzy, mrocznej atmosfery, która panowała w Pińsku. Czy jestem jedyny, z którym o tym rozmawiał? Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Nie odniosłem w każdym razie nigdy wrażenia, żeby chciał coś zaciemniać, tuszować, wprost przeciwnie, jestem pewny, że zająłby się wnikliwie tymi tematami w swojej książce.

Wydaje mi się nieuczciwe, żeby wytaczać insynuacje tej wagi, jak to robi Domosławski, w stosunku do książki, która nie została napisana, ponieważ autor przedwcześnie zmarł.

*******

Kolejny mit dotyczy ojca, który miał powrócić z rosyjskiej niewoli. Tutaj także mamy do czynienia ze wspomnieniami dziecka, Ryszard miał wtedy siedem lat. Opisuje to zdarzenie wielokrotnie, zawsze fragmentarycznie, najsugestywniej w "Imperium". Jest noc. Nagle pukanie do okna. Mały Ryszard budzi się, widzi, jak ojciec wchodzi do izby, ledwie go rozpoznaje. "Ma na sobie lnianą koszulę do kolan przewiązaną parcianym paskiem, a na nogach łykowe kapcie. Z tego, co mówi mamie, rozumiem, że dostał się do niewoli sowieckiej i że pędzili ich na wschód". Podczas marszu ojcu udaje się uciec i wrócić do Pińska.


W którymś z wywiadów, którego Domosławski z trudnych do zrozumienia powodów nie cytuje, Kapuściński mówi nawet o "ucieczce ojca z transportu do Katynia". Biografowi coś się w tej opowieści wydaje podejrzane, idzie więc za ciosem i przepytuje mieszkającą w Vancouver siostrę Kapuścińskiego. Ona na ten temat nie wie niczego i twierdzi stanowczo, "że ojciec nigdy nie był w radzieckiej niewoli, że opatrzność boża nad nim czuwała". A więc kolejna, rozmyślnie wyprodukowana przez wielkiego autora legenda.

Ale dlaczego? "Dlaczego Kapuściński dopisał ojcu martyrologiczny rys?". Co chciał przez to osiągnąć? Domosławski sądzi, że wie. Czy autor nie wymyślił tej legendy z konkretną intencją? Po to, żeby ustrzec się przed atakami tych, "którzy po upadku realnego socjalizmu tropili epizody aprobaty dla tamtego systemu i współpracy z tajnymi służbami w życiu znanych postaci świata polityki i kultury, do których Kapuściński się zaliczał?".

Ta mało schlebiająca Kapuścińskiemu wersja wydaje się Domosławskiemu najbardziej wiarygodna, dlatego wałkuje ją dalej: Kapuściński bał się, że jego niesławna przeszłość może zostać odkryta, lękał się każdej krytyki i sądził, że tego rodzaju legendą będzie w stanie odeprzeć kompromitujące denuncjacje, ponieważ: "Katyń to w dziejach polskiej martyrologii XX wieku świętość. W stronę Katynia trudniej rzucić kamieniem".

*******

Tak więc był to perfidny zamiar. Z niskich pobudek. Kapuściński nadużywa świętego imienia Katynia, żeby chronić się przed politycznymi atakami. Oto wersja Domosławskiego. Ale czy nie ma na to jakiegoś innego, niewinnego wytłumaczenia?

Z własnego doświadczenia wiem, jak zawodna może być pamięć. W książce "Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu" piszę o pochówku mojego ojca, który został zamordowany w 1947 roku na przełęczy Brenner i pierwotnie tam pogrzebany, po wielu latach ekshumowano go i przewieziono do rodzinnego miasta Amstetten. "Pamiętam pochówek na cmentarzu w dolnoaustriackim miasteczku, otrzymałem zwolnienie ze szkoły i przyjechałem z okolic Salzburga, gdzie przebywałem w internacie".

Internat znajdował się wysoko w górach, niedaleko Mittersill, skąd odchodziła kolejka wąskotorowa do Zell am See, gdzie przesiadało się do normalnej kolei, podróż ze szkoły do Amstetten trwała wiele godzin. Wszystko nieprawda, wszystko zmyślone. Rok po tym, kiedy ukazała się książka, pewien historyk z Amstetten zwrócił mi uwagę, że mój ojciec nie został pochowany - tak jak napisałem - w późnych latach pięćdziesiątych, ale 30 października 1964 roku, a wtedy nie chodziłem już do szkoły, tylko studiowałem w Wiedniu. Stamtąd do Amstetten jedzie się pociągiem jakąś godzinę.

Straszna pomyłka! Pogrzeb własnego ojca! Jak mogło mi się to przytrafić? Jeszcze dzisiaj zdaje mi się, że mam wszystko przed oczami, ruszam ze szkoły, wsiadam w Mittersill do pociągu. W rzeczywistości było inaczej. Nie potrafię wytłumaczyć sobie tego, jak na to mówią, "fałszywego wspomnienia" i nie ma żadnego znaczenia, czy miałem wtedy 14 czy 20 lat, bo ani to lepiej, ani gorzej. Jest tak samo okropne. Niewybaczalne.

Czy nie do pomyślenia jest to, że Kapuścińskiemu przytrafiło się coś podobnego, że domniemane wspomnienie o ojcu powracającym z sowieckiej niewoli powstało jeszcze w dzieciństwie z nałożonych na siebie obrazów i opowiadań, o które Ryszard nigdy potem już nie pytał?

A może ojciec sam się przyczynił do tej legendy, robiąc różne uwagi, aluzje, które Ryszard, będąc dzieckiem, podchwycił i złożył we własne rzekome wspomnienie? Takie niewinne interpretacje nie wchodzą u Domosławskiego w rachubę, woli insynuować Kapuścińskiemu wątpliwe motywy, że chciał legendą o bohaterskim ojcu odwrócić uwagę od własnego uwikłania w przestępczy system.

*********

Ta metoda pojawia się w książce co chwila. Domosławski wszędzie wietrzy zło, nie przepuszcza żadnej okazji, żeby swemu Maestro, jak lubi nazywać Kapuścińskiego (w tym kontekście brzmi to nieco cynicznie), porządnie dołożyć, odsłonić jego słabości i błędy, te rzeczywiste i te rzekome, nakryć go na nieścisłościach, upiększeniach życiorysu, nieprawdach. Zdaje się traktować to jako swoje główne zadanie. Ale właśnie to, za pozwoleniem, wydaje mi się nieuczciwe i nie powinno być naczelnym celem biografii.

Przed laty napisałem książkę, która w polskim tłumaczeniu nosi tytuł "Ojcobójca" - przyszedł mi on na myśl, kiedy czytałem biografię pióra Domosławskiego. Sposób, w jaki rozprawia się z tym przedsięwzięciem, ma także coś z ojcobójstwa i zdaje się chodzi mu o to, żeby zepchnąć ojca z piedestału - ale tym stwierdzeniem sam zapędzam się w spekulacje i domniemania. A ponieważ jako takie nie mają one dla mnie żadnej wartości, stąd ta decyzja. Nie przetłumaczę tej książki.

Przełożyła Karolina Niedenthal

MARTIN POLLACK (ur. 1944) jest austriackim pisarzem, dziennikarzem, tłumaczem literatury polskiej (m.in. przełożył 15 książek Ryszarda Kapuścińskiego). Studiował slawistykę i historię wschodnioeuropejską w Wiedniu i w Warszawie. W latach 80. władze PRL uznawały go za osobę niepożądaną i nie wpuszczały do Polski. Był korespondentem tygodnika "Der Spiegel" w Wiedniu i w Warszawie. Polskim czytelnikom znane są jego cztery książki: "Po Galicji . O chasydach, Hucułach, Polakach i Rusinach'', "Ojcobójca: Sprawa Filipa Halsmanna", "Śmierć w bunkrze. Opowieść o moim ojcu" nagrodzona nagrodą Angelus oraz "Dlaczego rozstrzelali Stanisławów".


Martin Pollack