SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

Nadchodzi wiek głupoty? Margit Kossobudzka 2/21/2007 12:00:00 AM Zródło: Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl
Połowa studentów w USA twierdzi, że teoria ewolucji to bajka. Wierzą za to w astrologię. Kończą się dobre czasy dla nauki - ostrzegają uczeni. Nadchodzi era pseudonauki i wiary w cuda.

Tegoroczny zjazd naukowców i dziennikarzy zaproszonych do San Francisco przez Amerykańskie Towarzystwo na rzecz Krzewienia Nauki upływa nie tylko pod hasłem globalnego ocieplenia i racjonalnego gospodarowania zasobami ziemskimi, ale także kryzysu nauki. Na konferencyjnych korytarzach uczestników zaczepiają aktywiści, którzy proszą o podpisanie się pod specjalnym apelem naukowców (w tym wielu noblistów) o ratowanie nauki. O co chodzi? Uczeni w USA obawiają się, że upada zaufanie do badań naukowych. Kwitnie za to pseudonauka - podważanie teorii ewolucji bynajmniej nie jest tylko naszą, polską bolączką. Choć w UFO i yeti wierzymy rzadziej niż kiedyś, to żyjemy pod dyktando horoskopów i homeopatii.

Astrologia - królowa "nauk"

Dzieje się tak, mimo że nasza wiedza naukowa jest dziś nieporównanie większa. W 1988 r. tylko jedna dziesiąta Amerykanów rozumiała wiadomości naukowe publikowane w prasie. Dziś rozumie je już 28 proc. - Znajomość naukowych terminów nie jest już luksusem intelektualnym. To konieczność, by zrozumieć otaczający nas świat - przekonuje prof. Jon Miller z uniwersytetu stanowego w Michigan. - Jednak to, czego nie rozumiemy, rekompensujemy sobie wiarą w pseudonaukowe prawdy.

Czym w ogóle jest pseudonauka?

To teorie, których nie da się sprawdzić, nie ma na nie dowodów. Pseudonauka domaga się uznania swoich racji, całkowicie odrzucając wszelkie próby ich weryfikacji. Do pseudonauki zalicza się m.in. astrologię, bioenergetykę, homeopatię, numerologię czy radiestezję.

Jak duży wpływ mają one na nasze postrzeganie świata?

Według badań przeprowadzonych w USA 15 proc. tamtejszych studentów wierzy dziś, że Ziemię odwiedzili kosmici (dawniej w UFO wierzyło 25 proc. żaków w USA). Młodzi ludzie nie wierzą za to w bajki o yeti i w to, że to obcy zbudowali antyczne cywilizacje. Wątpią też we wróżbiarstwo. Ale za to mocno wierzą w reinkarnację i to, że astrologia ma wpływ na ich życie. Są też przekonani, że Europejczycy odwiedzili Amerykę jeszcze przed wikingami i Kolumbem.

Skąd takie przekonania? Jedną z przyczyn jest po prostu niedouczenie. Choć brzmi to niewiarygodnie, 12 proc. studentów badanych w zeszłym roku z powrotem wstrzymało Ziemię i ruszyło Słońce. Troszkę więcej, bo 14 proc., wierzy, że przegotowanie mleka powoduje, że przestaje być ono radioaktywne. Połowa pytanych uważa, że to nieprawda, iż ludzie rozwinęli się w toku ewolucji z innych form zwierząt! Z wiedzy bardziej szczegółowej: co czwarty pytany twierdził, że elektrony są większe od atomów, a geny matki decydują o tym, czy urodzi się chłopiec, czy dziewczynka. Co szósty student nie wiedział, że rośliny produkują tlen, którym oddychamy. I jedno z największych nieporozumień, także w Polsce - połowa studentów jest przekonana, że oprócz bakterii antybiotyki zabijają też wirusy.

Niedouczeni są nie tylko Amerykanie. Największe "wzięcie" Europie mają homeopatia i astrologia. Według badań OBOP-u 81 proc. Polaków słyszało o homeopatii, a 30 proc. stosuje tę metodę leczenia. Większość z nas (56 proc.) uważa, że to skuteczna i dobra metoda leczenia. Jeszcze większa część, bo 62 proc. społeczeństwa, jest zdania, że lekarze zapisujący leki homeopatyczne są godni zaufania. Homeopatię częściej stosują osoby z wyższym wykształceniem (53 proc.), kobiety mieszkające w średnich i dużych miastach.

Prawie jedna trzecia Polaków wierzy też w astrologię, przepowiednie i wróżby. A co piąta osoba twierdzi, że mają one wpływ na podejmowane przez nas decyzje.

Statystyka nie kłamie?

Skąd bierze się nasza nieufność do nauki i fascynacja pseudonauką? Przede wszystkim z trudności z pełnym zrozumieniem tego, co mówią do nas uczone głowy. Język pseudonauki jest prostszy i to on przebija się do mediów. Każdy z nas chętniej przeczyta o deszczu tajemniczych meteorów niż o nowym genie p125, który może być kluczowy w rozwoju raka. Dla zwykłych czytelników geny czy rozszerzanie się Wszechświata to taki sam kosmos jak dla uczonych opowieści o złych aurach czy wpływie Saturna na ludzi urodzonych pod znakiem Skorpiona.

Uczeni mówią językiem zbyt hermetycznym, naszpikowanym formułkami. I prawdę powiedziawszy, niewielu z nich chce to zmienić. Tworzą w ten sposób elitarny krąg wtajemniczonych.

Poza tym ludzie zajmujący się krzewieniem pseudonauki nie mówią nam, że coś jest prawdopodobne na 99 proc., jak czynią to poważni naukowcy. Oni są zawsze pewni. A nam potrzeba autorytarnych postaw.

Pozycję nauki podkopują czasem sami naukowcy. Podczas kongresu w San Francisco Peter Austin z uniwersytetu w Ontario (Kanada) pokazał, jak zwodnicza może być wykorzystywana w nauce statystyka. Austin analizował wyniki badań nad przeżywalnością Kanadyjczyków dotkniętych zawałem serca. Dla zabawy postanowił sprawdzić, jaki wpływ na zawał mają znaki zodiaku. Ku jego zdumieniu okazało się, że z tą chorobą związane są dwa znaki - Bliźnięta albo Waga.

Austin postanowił następnie sprawdzić, czy stosując nowoczesne metody statystyczne, uda mu się "wytworzyć" podobnie niedorzeczne zależności. Wrzucił zatem do komputera dane ponad 10 mln mieszkańców Ontario w wieku od 18 do 100 lat i porównał je z przypadkami 223 najczęściej spotykanych dolegliwości wymagających hospitalizacji.

I co się okazało? Kobiety urodzone pod znakiem Panny mają skłonności do wymiotów podczas ciąży, podczas gdy Wagi często łamią sobie miednice. Okazało się też, że zawałami zagrożone są nie tylko Bliźnięta czy Wagi, ale przede wszystkim ryby. Uczonemu udało się przyporządkować co najmniej dwie charakterystyczne przypadłości każdemu ze znaków. Wyniki były pewne, a badanie przeprowadzone z zachowaniem podstawowych zasad. Śmiać się czy zapisać na przyspieszony kurs astrologii?

Dowody, głupcze

- Te badania nie są wiarygodne, choć na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku - komentuje autor pracy. Jego naukowa prowokacja miała pokazać, że tak modne dziś szukanie powiązań między wszystkim jest wielkim nieporozumieniem. Dlaczego? Bo każda praca ma swój statystyczny błąd. Przy tak dużej licznie zmiennych (24 choroby spośród 223, przypisane 12 znakom zodiaku u 10 mln osób) błędy się sumują i wiarygodność wyników spada. Dlatego trzeba do nich podchodzić znacznie bardziej sceptycznie niż do innych, prostszych prac.

- Te doświadczenia mogą nas śmieszyć, ale są bardzo ważne dla rozwoju badań klinicznych, w których testujemy nowe leki - mówi Austin. Łatwo sobie wyobrazić, jakie wnioski wyciągnęliby uczeni, gdyby zamiast zabawy z astrologią przyjęli inne kryteria statystyczne, np. wieku. Popełniliby dokładnie takie same błędy jak w tej pracy. Aż strach pomyśleć o konsekwencjach.


Statystyka - nomen omen - pokazuje, że dzieje się tak w 5 proc. przypadków. Wtedy to uczeni widzą powiązania między zupełnie niezależnymi od siebie zjawiskami. Jak to wyeliminować? Nigdy nie zaczynać doświadczenia bez postawionej tezy i potwierdzać, potwierdzać, potwierdzać. Czyli robić coś, czego pseudonauka nawet nie dotyka.


Margit Kossobudzka (Panna), San Francisco