SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

Kościołowi w Polsce brakuje wizji Bp Tadeusz Pieronek, wywiad prowadzi Roman Graczyk 4/9/2005 12:00:00 AM Zródło: Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl
Kościołowi w Polsce brakuje wizji


Rozmawiał Roman Graczyk

Kościołowi w Polsce brakuje wizji duszpasterskiej, którą Jan Paweł II zarysował. Myślano: nawet jak my tego nie zrobimy, zrobi to za nas Papież. No i rzeczywiście on to za nas robił. O polskim Kościele na rozdrożu opowiada biskup Tadeusz Pieronek

Roman Graczyk: Księże Biskupie, mam wrażenie, że Kościół w Polsce - pojmowany jako instytucja - czuje się po śmierci Jana Pawła II nie tylko osierocony, ale wręcz bezradny.

Biskup Tadeusz Pieronek, profesor Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie: Kościół stanowi organiczną całość, instytucja jest częścią tej większej całości, trudno te sfery rozdzielać...

Naturalnie, ale ja celowo zawężam pole, bo wydaje mi się, że w tej nowej sytuacji właśnie przed Kościołem instytucjonalnym piętrzą się specjalne trudności, a w Polsce szczególnie.

- Papież był namiestnikiem Chrystusa tak samo dla Polaków jak dla, powiedzmy, Chorwatów czy Francuzów. Z tą różnicą, że Polskę dobrze znał, był z nią mocno związany i na pewno chciał tej Polsce dać to, co tylko można.

Zgoda, ale musiało być coś takiego w Kościele polskim, co sprawia, że odejście Papieża bardziej go osierociło niż inne Kościoły lokalne. Co to było?

- Kościół w Polsce, kiedy już przestał się zajmować zadaniami, które mu przypadły w czasach komunistycznych, miał trudność w odnalezieniu właściwej linii duszpasterskiej. Tej trudności do końca nigdy nie przezwyciężono. W moim przekonaniu istniał już dawno odpowiedni wzorzec w postaci Synodu Plenarnego (którego koncepcję zarysował w Krakowie kardynał Wojtyła), ale jego realizacja wymagała poważnego i autentycznego zaangażowania. To było trudne i dlatego biskupi - poza wyjątkami - nie przykładali się do tej pracy.

Nawet przed 1978 rokiem, kiedy Kardynał uruchomił prace synodu w naszej archidiecezji, nie znajdował wielu naśladowców - także w swojej metropolii (w skład której wchodziły wtedy diecezje tarnowska, kielecka, katowicka i częstochowska). Nic dziwnego zatem, że kiedy w latach 90. ruszył synod ogólnopolski, było podobnie i w sumie rezultat był raczej marny [Synod Plenarny zakończył prace w roku 1998, ale w powszechnej opinii był przedsięwzięciem nieco fasadowym - przyp. red.].

W duszpasterstwie u nas dominują ciągle przedsięwzięcia typu Nowenna do Matki Boskiej - z zabarwieniem dewocyjnym, z małym zaangażowaniem świeckich, z kiepskim ładunkiem intelektualnym. Krótko mówiąc, celebry.

To pierwszy powód. Drugi jest taki, że w pierwszych latach po upadku komunizmu Kościół próbował odgrywać taką rolę, jak w czasach PRL-u, kreując się - tym razem już sam - na obrońcę prawdziwej demokracji, prawdziwej wolności, dobra, prawdy, piękna itd. A duszpasterstwo leżało nieco odłogiem.

A powód trzeci to ciągle marginalna rola świeckich. Nieraz słyszałem z ust ludzi miarodajnych dla hierarchii, że samo pojęcie "podmiotowość wiernych" jest nieporozumieniem.

Mówiąc, że rola świeckich jet marginalna, ma Ksiądz Biskup na myśli rady parafialne, które - często - spełniają rolę pozorną?

- Rady parafialne, a także rady finansowe, które są instytucją obowiązkową, ale nie wszędzie je powołano.

Czyli bezradność polskiego Kościoła w załatwieniu różnych pilnych spraw w ostatnim 15-leciu (od Karmelu w Oświęcimiu poczynając, a na pochówku Miłosza kończąc), w których ostatecznie musiał interweniować Jan Paweł II, tłumaczy się tą wewnętrzną słabością?

- Powiedziałbym, że siły hierarchii były związane tym potyczkami, które ciągnęły się przez lata, a brakowało wizji duszpasterskiej, którą przecież Jan Paweł II zarysował. Brakowało zatem pójścia jego śladem, bo istniało takie przekonanie, że przecież jest Papież i mamy w nim zabezpieczenie. Myślano: ostatecznie nawet jak my tego nie zrobimy, zrobi to za nas Papież. No i rzeczywiście on to za nas robił: zarówno przed 1989 rokiem, jak i - niestety - później, kiedy mieliśmy już wolność i nic nie stało na przeszkodzie, żeby podejmować te trudne problemy. Było nam jakoś wygodniej oglądać się w takich razach na Papieża.

Jest w recepcji myśli papieskiej w Polsce coś niepokojącego. Ktoś to wyraził złośliwym, ale trafnym sformułowaniem: "kremówki - tak, encykliki - nie". Papież był celebrowany, ale nie był "przemyślany"- już nie mówiąc o dostrzeganiu kontrowersji. Omijając szerokim łukiem ewentualne kontrowersje, tym samym spłycano przesłanie papieskie. Czy Ksiądz Biskup zgodzi się z takim poglądem?

- Całkowicie się zgadzam. Dyskusje o Papieżu, jeśli były, to w instytucjach świeckich, w Kościele raczej omawiano tę myśl, niż ją analizowano. Włącznie z tym, że na konferencjach Episkopatu omawiano teksty bardzo sumarycznie, nie pamiętam żadnej poważnej, pogłębionej dyskusji na ten temat. Episkopat miał jakiś wstręt do refleksji intelektualnej. Biskupi może by i chcieli podyskutować, ale jeśli na konferencji omawiano zwykle 40 albo 50 spraw, to nowa encyklika musiała się tam zmieścić między tym wszystkimi sprawami w ciągu 10 minut. Tak, recepcja myśli papieskiej jest u nas powierzchowna.

Rzadko się zdarza, żeby kaznodzieje prowadzili solidną analizę myśli papieskiej, zwykle ona służy jako ornament tradycyjnej homiletyki, czasem nie najwyższych lotów. Wytworzyło się coś na kształt kościelnej nowomowy. Czy teraz, po śmierci Jana Pawła II, to się nie zasklepi jeszcze bardziej? Do tego dochodzi ograniczony format ludzi na wysokich stanowiskach - po odejściu Papieża zabraknie stosownej przeciwwagi.

- Trudno to jednoznacznie przewidzieć. Przyszłość lubi nas zaskakiwać. Ale rzeczywiście wiele spraw trzeba będzie wziąć na własne barki, no i mogą być kłopoty. Na przykład odpowiedź Prymasa na krytykę księdza Bonieckiego („co mi będzie licha gazeta dyktować, jak mam postępować”) [ks. Adam Boniecki skrytykował w „Trybunie” nieobecność kardynała Glempa w Polsce w dniach agonii Papieża - przyp. red.] to po prostu arogancja, tego robić nie wolno. A co do meritum, to przecież Prymas powinien w takiej chwili przerwać wizytę w Argentynie. Jeśli to byłby zwiastun nowych czasów w Kościele w Polsce po Janie Pawle II, to perspektywy byłyby kiepskie.

Od wielu lat czarny scenariusz dla katolicyzmu w Polsce zakłada możliwość schizmy: chodzi o ten nurt, który reprezentuje Radio Maryja. Czy śmierć Jana Pawła II nie zwiększa niebezpieczeństwa tego podziału?

- Jak pan wie, ja oceniam Radio Maryja bardzo krytycznie, ale nie trzeba dramatyzować. Różnic doktrynalnych między Radiem a resztą Kościoła nie ma, jest pewien szczególny typ pobożności, bardzo tradycyjny, wręcz trydencki, niezwykle zamknięty, nieufny w stosunku do obcych, czasem nawet nacjonalistyczny, ale ja myślę, że w Kościele jest taka pojemność, że może się w nim zmieścić nawet Radio Maryja - także w przyszłości. To jest extremum, ale mamy i extremum progresistów z drugiej strony, które chciałoby wszystko w Kościele zmienić, nie zważając na to, że Papież jest w pierwszym rzędzie depozytariuszem Objawienia i - z definicji - musi je przede wszystkim chronić.

Radio Maryja, nawołując do postaw czasem wręcz niechrześcijańskich (np. antysemityzm), zarazem zasłaniało się autorytetem Papieża. W tym była sprzeczność, ale w praktyce osoba Jana Pawła II gwarantowała, że żadnej schizmy nie będzie. Nowy Papież z tej tylko racji, że nie będzie Polakiem, przestanie pełnić taką funkcję. Jak to zmienia położenie ks. Rydzyka?

- A może - paradoksalnie, ta nowa sytuacja ułatwi załatwienie sprawy na najwyższym szczeblu?


Rozmawiał Roman Graczyk