SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

Frédéric Martel: Kościół jest homofobiczny właśnie dlatego, że w znacznej części jest gejowski Magda Roszkowska Zródło: www.gazeta.pl
W wywiadzie rzece, jakiego Benedykt XVI udzielił w 2016 roku niemieckiemu dziennikarzowi Peterowi Seewaldowi, były papież ujawnił, że w czasie swojego krótkiego pontyfikatu zdemaskował i unieszkodliwił niezwykle wpływowe i działające w Watykanie "homolobby". Z kolei po jego abdykacji w prawicowych mediach pojawiły się sugestie, że Benedykta XVI do rezygnacji zmusiło właśnie "homolobby", a następnie grupa ta poparła wybór Franciszka na papieża. Tematem rzekomego "homolobby" w Watykanie zajmowałeś się cztery lata. Tyle trwało twoje dziennikarskie śledztwo. Zdradź, proszę, na czym polega działanie tej tajemniczej grupy.

Ona nie istnieje. Termin "homolobby w Watykanie" mówi tyle: w Stolicy Apostolskiej działa zorganizowana grupa hierarchów-gejów, którzy nie kryją własnej orientacji (przynajmniej między sobą), i -co więcej - w strategiczny sposób lobbują na rzecz zmiany doktryny i ideologii Kościoła katolickiego. Każdy, kto spędził w Watykanie choć trochę czasu, wie, że o niczym takim nie może być mowy. Panuje tu bowiem kultura sekretu. Nikt nie obnosi się ze swoją homoseksualnością, wręcz przeciwnie - robi się wszystko, by ją ukryć, szczególnie przed najbliższym otoczeniem.

Dlaczego w takim razie ten termin pojawia się zawsze, gdy na wierzch wypływa jakiś skandal obyczajowy bądź przestępstwo seksualne?

Bo to doskonałe narzędzie do tuszowania i wyciszania afer. Wystarczy powiedzieć, że wszystko, co złe, to wina tej tajemniczej, niewielkiej, ale wpływowej grupy. Jeśli uda się ją zlikwidować, Kościół zostanie uzdrowiony i oczyszczony z win. Tyle że tak nie wygląda rzeczywistość.

Jeśli nie "homolobby", co w takim razie istnieje?

System ukrywania swojej orientacji i potworna hipokryzja. Powiedzmy jasno: większość duchownych w Watykanie to geje. Znajdziemy ich na wszystkich szczeblach kościelnej hierarchii, a im wyżej sięgniemy, tym ten procent jest większy. Wszystkie te osoby ukrywają swoją orientację przed otoczeniem, a czasem też przed samymi sobą.

W książce dowodzisz, że Watykan to być może największa gejowska społeczność, większa niż ta zamieszkująca słynną dzielnicę Castro w San Francisco. Jak to możliwe?

Wyobraź sobie, że jesteś młodym chłopcem z włoskiej, francuskiej albo polskiej wsi, albo z małego miasteczka. Albo pochodzisz z rodziny burżuazyjnej. Wszystko jedno. Są lata 40. albo 50. Być może nie zdajesz sobie sprawy ze swojej homoseksualnej orientacji. Wiesz, że coś jest z tobą nie tak. Nie pociągają cię kobiety. Jesteś wrażliwy, w twoich ruchach i gestach jest jakaś miękkość, delikatność, którą otoczenie rozpoznaje i czyni cię obiektem drwin. Dorastasz i musisz się określić. Celibat i kościelne śluby czystości są wybawieniem ze świata, w którym nie chciałeś uczestniczyć. To furtka, bo bycie gejem w latach 40., ale też wcześniej i później, naprawdę jest koszmarem.
Odkąd wkładasz sutannę, twoje życie się zmienia. Drwiny przeradzają się w szacunek. Twoja matka, która wszystkiego od dawna się domyśla i wiecznie się o ciebie zamartwia, nagle promienieje. Twoim światem są teraz inni mężczyźni. Dla wielu z nich, podobnie jak dla ciebie, Kościół oznacza bezpieczne schronienie.

Ale Kościół był i jest instytucją z gruntu homofobiczną.

Kościół jest homofobiczny właśnie dlatego, że w znacznej części jest gejowski. Z mojego śledztwa wynika, że im większą homofobię przejawia duchowny, tym bardziej prawdopodobne, że jest gejem. Bo homofobia jest strategią ukrywania własnej homoseksualności. Księża przychylni gejom, albo ci, którzy przynajmniej nie sieją nienawiści wobec nich, są prawie na pewno heteroseksualni. I stanowią mniejszość.
Kościół katolicki w jakiejś mierze jest społecznością gejowską, chociaż dla większości ludzi ten fakt wydaje się nie do pojęcia. Należą do niej duchowni homofilni - ci przejawiają skłonność, ale nie są aktywni seksualnie. Są homoseksualiści żyjący w długoletnich związkach. Takich poznałem wielu. Jeden kardynał niezmiennie przedstawia swojego partnera jako "brata zmarłej siostry", choć wszyscy znają prawdę. Niektórzy duchowni z powodu swojej seksualności mają wyrzuty sumienia i poddają się terapiom naprawczym. Inni zmieniają kochanków jak rękawiczki, a naprawdę wielu korzysta z usług męskich prostytutek, do których też dotarłem. Z mojego śledztwa wynika, że wśród korzystających z płatnego seksu są kardynałowie blisko współpracujący z Janem Pawłem II podczas jego pontyfikatu.

Mongolfiera i Platinette - to pseudonimy, pod którymi skrywasz ich w swojej książce. Są stałymi klientami ekskluzywnych męskich prostytutek. Płacą im nie ze swoich pieniędzy, ale z kasy watykańskiej! Część zorganizowanych przez nich orgii odbywa się w Castel Gandolfo, słynnej papieskiej rezydencji. Jak wpadasz na ich trop i dlaczego nie zdecydowałeś się ujawnić nazwisk?

Platinette i Mongolfiera to kardynałowie nadal bardzo znani i rzeczywiście byli ważnymi figurami podczas pontyfikatu Jana Pawła II. Na historie o ich niesamowitych seksualnych perypetiach trafiłem w archiwach policyjnych. Sprawy, w które byli zamieszani, są doskonale udokumentowane. Oczywiście nie są to dokumenty publiczne, ale ja do nich dotarłem i je przeczytałem. Znam ich nazwiska, ale zdecydowałem się na użycie pseudonimów, bo moim celem nie jest demaskowanie jednostek. Nie uważam, bym miał prawo ujawniać orientację tego czy innego hierarchy. Jeśli w książce pojawiają się nazwiska, to znaczy, że sprawy tych duchownych ktoś wcześniej opisał. Natomiast moim celem była rekonstrukcja ukrytych kodów systemu zorganizowanej hipokryzji. Zrozum mnie dobrze: nie piszę przeciwko Kościołowi jako wspólnocie wierzących. W pierwszej kolejności krytykuję hipokryzję gejów licznie ukrytych w kościelnej hierarchii. Wierzę, że moja praca w dłuższej perspektywie może pomóc Kościołowi.

Jedno z twoich źródeł, były ksiądz Francesco Lepore, oszacował, że w Watykanie 80 proc. duchownych to geje. W jednym z rozdziałów książki o homofilię podejrzewasz papieża Benedykta XVI. Jak obronisz się przed zarzutem, że "Sodoma" jest oparta na spekulacjach albo - co gorsze - na plotkach?

Lepore żył w Watykanie 20 lat. Spał z wieloma duchownymi. Wielu go podrywało. Ma wiedzę i może dokonywać takiej ewaluacji, to jego punkt widzenia, nie mój. W książce przywołuję też szacunki innych informatorów. Wahają się w granicach 50-80 proc. Nie chodzi mi jednak o ilościową statystykę, ale o jakościową wiedzę opartą na pogłębionych rozmowach. Przeprowadziłem ich w sumie aż 1500, a moimi rozmówcami byli zarówno kardynałowie, jak i seminarzyści czy gwardziści szwajcarscy. Wszystkie przekazane mi informacje musiały znaleźć potwierdzenie przynajmniej w kilku źródłach. Bibliografia do tej książki jest tak długa, że trzeba było ją umieścić w sieci, bo zajęłaby dodatkowych 300 stron. Każdą opowieść opieram na faktach i sprawdzonych informacjach.
Teraz powiem coś, co zabrzmi bardzo egocentrycznie: ta książka mogła zostać napisana tylko przez kogoś takiego jak ja. By poznać funkcjonowanie tej instytucji od środka, musisz być gejem. Ciebie jako kobiety nikt by nie dopuścił do takiej wiedzy, do jakiej ja miałem dostęp. Z kolei heteroseksualny mężczyzna nie jest w stanie wyłapać ukrytego kodu. Ja natomiast jestem gejem i ze sposobu patrzenia na mnie, mówienia do mnie, pewnych gestów czy nawet dotyku po prostu wiem, że ktoś jest gejem. Może nie ma partnera, może dochowuje ślubów czystości, ale dla mnie osoba homofilna też jest gejem.
Co do Benedykta XVI: nie mam wiedzy na temat jego życia prywatnego. On ma 92 lata i nie można przykładać do niego kategorii współczesnych. Należy próbować go zrozumieć poprzez pojęcie homofilii, ale tak jak ono funkcjonowało w połowie ubiegłego wieku. Jego słowa, zachowania, fakt, że wielu spośród jego współpracowników jest homoseksualistami, należą do kodu homofila z lat 50. Myślę, że zapalczywa homofobia kardynała Ratzingera, a potem Benedykta XVI, była wojną, którą wydał sam sobie. W książce jasno piszę, że to moja hipoteza.

Skoro większość duchownych to geje, można podejrzewać, że przez dekady osoby homoseksualne w kościele chroniły przestępców seksualnych.

W tej kwestii musimy być precyzyjni: nie istnieje relacja między homoseksualizmem a pedofilią. Statystyki są w tej kwestii niepodważalne - pedofilia dotyczy przede wszystkim osób heteroseksualnych, a jej ofiarami są głównie dziewczynki i nastoletnie kobiety. Kiedy jednak spojrzymy na statystyki dotyczące przestępstw seksualnych w Kościele katolickim, pojawia się osobliwość: 80-85 proc. ofiar to chłopcy albo młodzi mężczyźni - najczęściej seminarzyści.

Z czego to wynika?

Po pierwsze, przyczyny należy upatrywać w konfuzji. Za jej powstanie odpowiada sam Kościół, a przede wszystkim pontyfikaty Pawła VI, Jana Pawła II i działalność kardynała Ratzingera jako prefekta Kongregacji Nauki Wiary, a potem jako papieża Benedykta XVI. Oni wszyscy skutecznie mieszali homoseksualność i przestępstwa seksualne. Nie rozróżniali seksu pomiędzy dwoma dorosłymi mężczyznami bądź dwiema kobietami a przemocą seksualną. Dla nich to był grzech tej samej rangi.
Po drugie, w Kościele wielu przestępstw seksualnych dokonują geje, którzy mają problem ze swoją seksualnością, nienawidzą siebie i żyją w kłamstwie. Problemem nie jest tu homoseksualność, ale jej stłumienie.
Po trzecie, Kościół nieustannie kłamie na temat seksualności księży. W tym systemie permanentnego ukrywania i tuszowania tego, co wypłynie na wierzch, bezpieczną przystań znaleźli przestępcy. Mimo że pierwotnie system nie był stworzony, by chronić przemoc seksualną. Większość biskupów, która chroni księży przestępców, to homoseksualiści. Przestępca jest więc chroniony przez kogoś, kto sam się boi: zdrady swojego sekretu, skandalu, nagonki medialnej. Przenosi więc księdza do innej parafii i po kłopocie. Czasem przestępca straszy protektora, bo zna jego tajemnicę. Kościół znalazł się w pułapce.

Jak można się z niej wydostać?

Jedyną drogą wyjścia jest akceptacja seksualności księży, pogodzenie się, że większość z nich to geje. Należy znieść celibat i śluby czystości. To wielkie kłamstwo katolicyzmu. Wstrzemięźliwość seksualna jest niezgodna z naturą większości ludzi. Według statystyk amerykańskiego badacza Richarda Sipe'a aż 50 proc. duchownych jest aktywnych seksualnie i nie ma z tym problemu, 40 proc. ma ogromny kłopot z własną tłumioną seksualnością, i to właśnie wśród nich lęgną się przestępcy, a tylko 10 proc. żyje w czystości. Oczywiście to nie jest genialna estymacja, bo była liczona na stosunkowo niewielkiej i wyłącznie amerykańskiej próbie. Ale niewątpliwie jednym z powodów, dla których mamy tyle ofiar pedofilii w Kościele, jest paradygmat wstrzemięźliwości seksualnej!

Jedną z najbardziej fascynujących tez twojej książki jest ta, że system zorganizowanej hipokryzji rozrósł się do niebotycznych rozmiarów podczas pontyfikatu Jana Pawła II. Dlaczego akurat ten pontyfikat stworzył tak dobre warunki dla jego rozkwitu?

Najpierw zaznaczę, że Jan Paweł II był papieżem mojej młodości. Czuję do niego duży respekt, bo odegrał kluczową rolę w obaleniu komunizmu. Walczył o pokój na świecie, występował przeciwko biedzie. Potem, gdy zachorował, stał się symbolem cierpienia i odwagi w stawianiu czoła chorobie. Za to wszystko go podziwiam. Pytanie, ile wiedział o przestępstwach seksualnych, jakie miały miejsce podczas jego pontyfikatu. A były ich tysiące. Myślę, że z biegiem lat papież był coraz dalej od tego, co działo się dookoła. Być może nawet pozostawał poza głównym obiegiem informacji.
Z drugiej strony należy też pamiętać, że Jan Paweł II przybył do Watykanu zza żelaznej kurtyny, gdzie księży prześladowano, straszono i fałszywie oskarżano. Dlatego późniejsze zarzuty mógł on interpretować jako pomówienia wymierzone w Kościół. Ale nie wiemy, jak było naprawdę. Należy więc zapytać o to jego otoczenie. A ono było w wysokim procencie złożone z gejów. Większość kardynałów, asystentów pracujących najbliżej papieża Jana Pawła II była aktywnymi seksualnie gejami. Znowu: czy on o tym wiedział? Nie wiem.

Ale przecież ich wybrał!

Myślę, że nie był tą kwestią specjalnie zainteresowany. Nie umiał czytać kodów. Sam nie był gejem.
Trzy kluczowe postaci jego pontyfikatu to: kardynał Agostino Casaroli, sekretarz stanu w latach 1979-1990; kardynał Angelo Sodano, sekretarz stanu w latach 1990-2006, i osobisty sekretarz papieża kardynał Stanisław Dziwisz. Ten pierwszy był aktywnym seksualnie gejem i istnieją liczne dowody na potwierdzenie tej tezy. Niewiele natomiast wiadomo o życiu prywatnym kardynałów Sodano i Dziwisza. Wiadomo natomiast, że obydwaj tuszowali tony przestępstw seksualnych na całym świecie.

Z kardynałem Dziwiszem miałeś okazję rozmawiać.

Tak, spotkałem się z nim dwa razy w Krakowie. Ostatnio dowiedziałem się, że kardynał Dziwisz po publikacji mojej książki powiedział dziennikarzom: był u mnie, wszedł, bo drzwi były otwarte, wręczył książkę i wyszedł. Chcę powiedzieć, że to nieprawda. Było tak: pierwszego dnia odbyliśmy długą rozmowę, on wiedział, kim jestem, nasza konwersacja była nagrywana i ja dysponuję jej rejestracją. Co więcej, kardynał zaprosił mnie, bym odwiedził go jeszcze raz następnego dnia, co uczyniłem. Był bardzo przyjacielski, dał mi prezent. Jeśli kardynał mija się z prawdą w tak błahej kwestii jak spotkanie, to czy możemy mieć pewność, że mówi prawdę w innych ważniejszych sprawach?
Jego wyjaśnienia co do roli, jaką odegrał w tuszowaniu skandali pedofilskich, nie mogą już ograniczać się do kilku zdawkowych wypowiedzi, ale powinny liczyć tysiące stron przesłuchań, ponieważ tysiące dzieci zostało skrzywdzonych w obrębie systemu, a Dziwisz był w samym jego sercu.

Wróćmy do wiedzy, jaką dysponował papież Jan Paweł II. Jego sekretarz stanu Angelo Sodano podczas swojej nuncjatury w Chile przyjaźnił się z Augusto Pinochetem, a także stawał w obronie chilijskiego pedofila, księdza Fernando Karadimy. Z kolei przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny, kardynał Alfonso López Trujillo, był powiązany z bojówkami paramilitarnymi i kartelami narkotykowymi w Kolumbii i dosłownie miał krew na rękach. Czy także o tym papież mógł nie wiedzieć?

Pamiętaj, że papież był bardzo skoncentrowany na jednej sprawie, która stanowiła nadrzędny cel, czyli na obaleniu komunizmu. Być może nie dostrzegał innych kwestii, albo je pomijał. Bardzo wspierał Solidarność. Ale równie zdecydowanie co w Europie Wschodniej walczył przeciwko komunizmowi w Ameryce Łacińskiej. W jakimś stopniu rozumiem tę decyzję. Sam byłem przeciwko Castro i jego polityce na Kubie. Jan Paweł II występował też przeciwko teologii wyzwolenia, i znowu w pewnym stopniu to rozumiem, bo niektórzy z księży ją wyznających walczyli u boku komunistycznych partyzantów, popierali przemoc. Jednocześnie inni po prostu walczyli z biedą i niesprawiedliwością społeczną, przeciwstawiając się prawicowym juntom, które wówczas rządziły w wielu krajach Ameryki Łacińskiej. Mimo to papież także ich potępiał. Uważam, że to był błąd jego pontyfikatu: walczył z totalitaryzmami komunistycznymi, ale zapomniał być tak samo krytyczny wobec faszystowskich porządków po drugiej stronie globu.

Ale wiedział czy nie wiedział o poczynaniach swoich współpracowników?

Nie wiem. Sodano był bardzo blisko Pinocheta, podobnie jak inni kardynałowie byli blisko z dyktatorami junt wojskowych w Argentynie i Brazylii. Natomiast Alfonso López Trujillo prawdopodobnie odegrał rolę w zabójstwach dokonywanych na lewicowych księżach przez grupy paramilitarne w Kolumbii. I prawdą jest, że był on kluczową postacią pontyfikatu Jana Pawła II. Jako przewodniczący Papieskiej Rady ds. Rodziny rozpętał prawdziwą wojnę ideologiczną przeciwko gejom, małżeństwom jednopłciowym, związkom partnerskim, zwalczał użycie prezerwatyw, głosił, że w walce z AIDS jedyną metodą jest wstrzemięźliwość seksualna. Przypomnijmy, że liczba ofiar tej choroby sięgnęła 37 milionów.
Jednocześnie kardynał Trujillo, do czego dotarłem podczas śledztwa, był aktywnym seksualnie gejem, miał wielu kochanków, namiętnie korzystał z męskich prostytutek. Rozmawiałem z jedną z nich, a także z księdzem, który mu ich dostarczał. W Kolumbii niebawem zostaną opublikowane książki na ten temat.

Jednocześnie Sodano i Trujillo byli niebywale skuteczni w pozyskiwaniu pieniędzy, co także wiemy z twojej książki.

Z całą pewnością możemy powiedzieć, że szeroki strumień pieniędzy płynął do Watykanu od założyciela Legionistów Chrystusa Marciala Maciela Degollado, meksykańskiego księdza pedofila. Istnieją również poszlaki pozwalające twierdzić, że część pieniędzy pochodziła od karteli narkotykowych i grup paramilitarnych w Kolumbii. Miał je pozyskiwać właśnie Trujillo. Podobnie sprawa ma się z wiedzą o pieniądzach przekazywanych do Watykanu przez Pinocheta za pośrednictwem Sodano. Istnieją poszlaki, które teraz trzeba udowodnić. Dziennikarze już nad tym pracują. Wreszcie istnieją przesłanki ku temu, by sądzić, że część z tych pieniędzy była przez Watykan przekazywana Solidarności. To jest praca dla polskich dziennikarzy, jeśli chcą dotrzeć do prawdy. Znowu - ja tego nie oceniam. Solidarność była wspaniałym ruchem wolnościowym, więc te pieniądze, jeśli płynęły, zostały właściwie użyte. Kropka.

Myślisz, że twoją książkę przeczytają w Watykanie?

Na razie nie otrzymałem żadnego oficjalnego zaprzeczenia, nie licząc wypowiedzi kardynała Dziwisza. Inni milczą, bo wszyscy w Watykanie wiedzą, że moja analiza jest prawdziwa. Dziennikarze na co dzień tam pracujący, kiedy pytałem ich o jednego kardynała geja, automatycznie ujawniali kolejnych: ten ma chłopaka, a tamten nowego kochanka. Tym żyje Stolica Apostolska i dlatego napisanie tej książki stało się koniecznością.

Wyobrażasz sobie papieża, który ją czyta?

Utrzymuję kontakt z pewną społecznością dominikanów. Niedawno jeden z braci powiedział mi tak: wiesz, to jest bardzo zabawne, co wieczór każdy, a jest nas 40, wraca do swojego pokoju i czyta twoją książkę. Potem w ciągu dnia nigdy o niej nie rozmawiamy.

-------------------------------------------
Frédéric Martel. Ur. 1967. Francuski pisarz i dziennikarz. Doktor nauk społecznych. Jest autorem 10 książek, w Polsce ukazały się "Polityka kulturalna Stanów Zjednoczonych", "Mainstream. Co podoba się wszędzie na świecie". "Sodoma", efekt jego czteroletniego śledztwa, już znalazła się na liście bestsellerów "New York Timesa". Był attaché kulturalnym ambasady Francji w Stanach Zjednoczonych i Rumunii. Wykładał i prowadził badania na uczelniach w Paryżu, Zurychu, a gościnnie na Uniwersytecie Harvarda. Prowadzi badania nad soft power, dyplomacją wpływu, branżami kreatywnymi, mediami oraz Internetem. Prowadzi audycję radiową we France Culture i jest głównym reporterem internetowego magazynu Slate.fr.

Magda Roszkowska. Dziennikarka i reporterka.