Polska to czytelnicze pustkowie. Księgarniom grozi bankructwo Martin Stysiak 2/13/2015 12:00:00 AM Zródło: www.wyborcza.pl

Polska to czytelnicze pustkowie. Księgarniom grozi bankructwo
...
Martin Stysiak 2015-02-13, ostatnia aktualizacja 2015-02-13 10:02:43

Zaledwie 41 proc. Polaków przeczytało w 2014 r. przynajmniej jedną książkę. Nakłady na nowości są tak małe, że nie opłaca się wprowadzać ambitnych tytułów do sprzedaży. Wielu księgarniom grozi bankructwo.



Artykuł otwarty



Artykuł otwarty

Dane o czytelnictwie są przerażające. Aż 19 mln Polaków nie miało w ostatnim roku w rękach ani jednej książki, a 10 mln nie ma ani jednej w domu - wynika z danych Biblioteki Narodowej. Do tego 6,2 mln Polaków znajduje się poza kulturą pisma, czyli w 2014 r. nie przeczytało żadnej książki ani nic z prasy.

To, że nie czytamy, przekłada się na cały rynek - na wydawnictwa, księgarnie, a przede wszystkim na ofertę. Według danych Biblioteki Analiz (bez grudnia) w 2014 roku przychody wydawców były niższe o blisko 7,5 proc. niż w roku poprzednim i wyniosły 2,48 mld zł. To spadek o 200 mln zł. Porównując zeszły rok do rekordowego 2010 roku, spadek wartości sprzedaży sięga aż 15,7 proc., czyli 460 mln zł.

- Z bólem serca w ubiegłym roku po raz pierwszy musiałem zrezygnować z wydania kilkunastu tytułów zagranicznych pisarzy. Nakłady są tak małe, że biznesowo nie opłaca się wprowadzać ambitnej literatury do sprzedaży. Musielibyśmy do tego dokładać. Jeżeli Polacy nie zaczną czytać, może wkrótce zabraknąć polskich tłumaczeń wielu zagranicznych pozycji - mówi Marcin Garliński, prezes wydawnictwa Muza. I dodaje: - Jesteśmy na szarym końcu w Europie pod względem czytelnictwa. Możemy równać się do Rumunii. Dużo więcej od nas czytają Czesi czy Słowacy, których dochody gospodarstw domowych nie odbiegają od polskich.

Potwierdza to badanie Eurobarometru za 2013 r. W Szwecji aż 90 proc. osób przeczytało przynajmniej jedną książkę, w Holandii - 86 proc., a w Polsce - tylko 56 proc. To poziom Bułgarii i Rumunii. Gorzej wypadają tylko Grecja i Portugalia.

Księgarnie upadają

Niski poziom czytelnictwa, rządowy podręcznik i wojna cenowa wykańczają księgarnie. Po wprowadzeniu w 2014 r. darmowego podręcznika do pierwszej klasy szkoły podstawowej widać, że coraz więcej księgarń stacjonarnych jest zamykanych. Placówki upadają albo są przejmowane za długi przez hurtownie. Z rynku zniknęło m.in. pięć księgarń Domu Książki w Częstochowie, To-Tu w Oświęcimiu czy Pałac Spiski i Hetmańska w Krakowie. Najczarniejszy scenariusz zakłada, że w ciągu najbliższych kilku lat zbankrutuje nawet połowa księgarń. Pracę może stracić 5-6 tys. osób.

Fikcyjne promocje

Pierwsze problemy pojawiły się już kilka lat temu, kiedy Empik i Matras zapoczątkowały wojnę cenową. - Żyjemy w świecie z fikcyjnymi zniżkami, gdzie na nowości nakłada się bardzo duże przeceny - mówi Sonia Draga, właścicielka wydawnictwa Sonia Draga. - Na rynku mają miejsce okrutne praktyki. Nowości oferowane są z 30-proc. rabatem. To oznacza, że książka od początku miała kosztować nie 50 zł, tylko 35 zł - czyli aż 30 proc. mniej - mówi Janusz Leon Wiśniewski, autor bestsellerowej powieści "Grand" czy "Samotność w sieci". Według niego to wprowadza czytelników w błąd i negatywnie wpływa na kondycję branży.

Jeżeli połowa księgarń w Polsce zbankrutuje, bardzo odbije się to na całym rynku beletrystyki w Polsce. Ludzie w wielu mniejszych miejscowościach nie będą mieli dostępu do literatury. - Jeśli ludzie będą musieli dalej jeździć po książki, to będą jeszcze mniej czytali - mówi Wiśniewski. A sprzedaż przez internet to zaledwie 10-20 proc. Do tego na wsiach i w wielu miejscach w Polsce dostęp do sieci jest wciąż mocno ograniczony.

- Można się spodziewać, że najwięksi gracze zaczną jeszcze mocniej wywierać na wydawnictwa presję na zbijanie cen. To z kolei sprawi, że przy i tak małych nakładach (2,5-3 tys. egzemplarzy) nie będzie się opłacało wydawać literatury ambitnej - uważa Draga.

Jak podkreśla Janusz Leon Wiśniewski, w małych księgarniach zazwyczaj pracują ludzie, którzy znają się na literaturze i czytają wszystkie nowości. Tak jest także w Niemczech czy w Stanach Zjednoczonych. Z kolei w dużych sieciach zatrudniani są głównie studenci, i to na kilka miesięcy. Trudno od nich wymagać wiedzy o książkach. I to nie jest tylko specyfika polska.

Stała cena uratuje rynek?

Polska Izba Książki, autorzy i ludzie kultury nie poddają się i forsują ustawę o jednolitej cenie książki. Zakłada ona, że nowości książkowe przez pierwsze 12 miesięcy od wejścia do sprzedaży będą kosztowały tyle samo we wszystkich kanałach sprzedaży - zarówno w sklepach internetowych, hipermarketach, jak i placówkach stacjonarnych.

Ponad projektem ustawy podpisało się już ponad 2 tys. osób. Ich zdaniem ustawa może poprawić sytuację księgarń, wydawców i przede wszystkim wyhamować falę bankructw. - Ustawa daje równe szanse sprzedaży książek i pozwoli kalkulować cenę detaliczną na rozsądnym poziomie. Dzięki niej może udać się doprowadzić do obniżenia średniej ceny książki - uważa Maciej Makowski, prezes zarządu Prószyński Media. Konieczność wprowadzenia zmian dostrzegają przedstawiciele resortu kultury. - Regulacja dotycząca stałej ceny książki jest potrzebna. Doświadczenia innych krajów, które wprowadziły jednolitą cenę, pokazują, że w dłuższej perspektywie doprowadziło to do poszerzenia oferty wydawniczej pod względem ilościowym i jakościowym - mówi Maciej Babczyński, rzecznik Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nie ma jednak szczegółów na temat tego, kiedy projekt mógłby trafić pod obrady Sejmu.



Zobacz też: Ilu z nas czyta? A ile osób nie przeczytała w ostatnim roku nic, nawet newsa w internecie?



Czytasz książki elektroniczne? Sprawdź nowości i promocje na Publio.pl >>



Artykuł otwarty





Prenumerata cyfrowa Wyborczej



dostępna przez internet, telefon, tablet i czytnik e-booków.
Wypróbuj teraz za 0,99 zł za miesiąc


Artykuł otwarty