SEARCH
Phone orders. Call: 877.567.BOOK
773.282.4222

Jestem Polakiem, więc nie czytam Magdalena Grzebałkowska, Dorota Karaś 6/22/2011 12:00:00 AM Zródło: gazeta.pl

Jestem Polakiem, więc nie czytam

...

Skąd czerpię wiedzę o życiu? A z telewizora. Mamy trzy pudła TV, po jednym w każdym pokoju



Badania terenowe nad czytelnictwem narodu zamieszkującego środkowy region Europy zwany Polską.

Charakterystyka badanej grupy: 38 mln ludzi, w większości nazywających siebie Polakami. Ponad 21 mln z nich (56 proc. narodu) w ubiegłym roku ani razu nie przeczytało choćby jednej książki. Nie przejrzało albumu, poradnika, słownika, książki elektronicznej, kucharskiej lub co najmniej trzech stron tekstu w internecie.

Nic nie czyta 20 proc. Polaków z wyższym wykształceniem. Lekarze nie sięgają do fachowych pism, prawnicy nie zaglądają do kodeksów, księgarze nie znają katalogów wydawniczych, nauczyciele sami się niczego nie uczą, studenci nie czytają nawet streszczeń.

Obiekt porównawczy: W sąsiadujących z Polską Czechach nie czyta tylko 17 proc. narodu. W niedalekiej Francji - 31 proc.

Zadanie: Wybrać reprezentatywną grupę Polaków. Zapytać, co czytają/dlaczego nie czytają. Sfotografować ich domowe półki z książkami.

Zwiad terenowy: Osiedle Zaspa w Gdańsku. Bloki, apartamentowce, domki jednorodzinne. Dwie spółdzielnie mieszkaniowe, dwa kościoły, dwa sklepy całodobowe. Jedna biblioteka publiczna. Prawie 30 tys. mieszkańców. Można założyć, że niemal 17 tys. z nich (56 proc.) nic nie czyta.

Badany nr 1

Imię i nazwisko: Władysława Gawryluk, emerytka.

Wiek: 85 lat.

Zamieszkała: Blok z wielkiej płyty.

Wywiad: Mój dziadek był analfabetą, podpisywał się krzyżykiem. Babcia już umiała czytać, do kościoła chodziła z książeczką do nabożeństwa. Urodziłam się we wsi pod Lwowem, skończyłam siedem klas szkoły podstawowej. Czytać nauczył mnie tatuś, gdy byłam sześciolatką. W pierwszej klasie miałam już za sobą "Pana Wołodyjowskiego" i "Krzyżaków". Mieliśmy w domu kilka książek, ale zwykle były za drogie, więc należeliśmy do wiejskiej biblioteki. Rodzice prenumerowali też "Rycerza Niepokalanej". W domu nie było elektryczności, mama na noc gasiła lampę naftową. Więc ja przy małej latarce czytałam pod pierzyną, co denerwowało moją siostrę, z którą spałam w jednym łóżku.

Po wojnie zamieszkałam z rodziną w Gdańsku. Od razu zapisałam się do biblioteki. Wszystko wypożyczałam, byle tylko czytać. "Trylogię", ale też - z braku czegoś innego - "Jak hartowała się stal". Boże, pożerałam książki! Jak szłam na spacer z dzieckiem, to do biblioteki. Jak dzieci zasnęły po południu, to ja w kuchni jeszcze tylko jedną kartkę, jeszcze jeden rozdział. Patrzę, o matko, już obiad czas gotować. Uciekałam w książki. Jak mi było smutno, źle - to mnie wyciszały. Jak się bohaterki nieszczęśliwie zakochiwały, to ja z nimi. Książki mi się śniły.

Najbardziej lubiłam Józefa Ignacego Kraszewskiego, on bardzo dużo napisał, znam chyba wszystko. Bardzo cenię Stanisławę Fleszarową-Muskat, właśnie czytam po raz kolejny jej trylogię "Tak trzymać". To książka o budowie Gdyni, która jest moją rówieśnicą. Pożyczam książki od dzieci i wnuczek. Skończyłam niedawno "Marzycielkę z Ostendy" Erica Emmanuela-Schmitta, a przedtem Jacka Hugo-Badera "Białą gorączkę".

Mam niewiele książek na półce, część dzieci i wnuczki pozabierały, trochę z braku miejsca jest w walizkach w piwnicy. Ale do starego albumu z psami, prezentu dla córki na 18. urodziny, czuję tak wielki sentyment, że zawsze stoi w moim pokoju.

Nie kupuję książek, bo są drogie. Przechodzę obok księgarni, widzę, że wiele chętnie bym przeczytała, ale nie mogę wydać 40 zł na kaprys, bo muszę kupić lekarstwa.

Badany nr 2

Imię i nazwisko: Mirosława Ziemacka, grafik komputerowy. Bezrobotna od czterech miesięcy.

Wiek: 55 lat.

Zamieszkała: Blok z wielkiej płyty.

Wywiad: Rodzice kłócili się przed rozwodem, a ja, żeby tego nie słuchać czytałam "Sagę rodu Forsyte'ów", "Sto lat samotności", "Ostatniego cesarza".


W dzieciństwie czytałam "Winnetou" - wszystkie części w tę i z powrotem, serię o Tomku Wilmowskim Szklarskiego i przygodowe książki Coopera. Marzyłam, żeby zostać paleontologiem albo archeologiem.

Ale rodzice nie mieli pieniędzy na studia w Warszawie, więc poszłam na filologię polską w Gdańsku.

Kiedy poznałam Jurka, adiunkta w Instytucie Fizyki, przeczytałam kilka książek z podstaw fizyki kwantowej. Dobrze było wiedzieć, o czym mówi ze znajomymi. Kiedy przeprowadzaliśmy się do hotelu asystenckiego z naszą córką Kasią, wynosiłam nasze książki walizkami do antykwariatu. Nie mieliśmy na nie miejsca.

Bywało, że tak dużo pracowałam, że przez trzy lata nie otworzyłam w ogóle żadnej książki. Teraz najchętniej czytam w kuchni - herbata albo kawa, książka, papieroch. Romanse, biografie, ale nie kryminały. "Kodu Leonarda da Vinci" nie doczytałam do końca.

Do biblioteki nie chodzę. Kiedy nie mam co czytać, wchodzę do księgarni i kupuję książkę. Czytam też w internecie - ostatnio "Upiora w operze" napisanego od nowa przez fankę tej książki.

Jest jedna książka, którą każdy powinien mieć w domu. To "Sto lat samotności" Gabriela Garcii Marqueza. Za każdym razem, kiedy do niej wracam, wyczytuję coś innego.

Badany nr 3

Imię i nazwisko: Obiekt chce pozostać anonimowy. Mówi: "W przeciwnym razie od razu możecie opuścić mój dom".

Wiek: "Nie podam" Na oko 60 lat.

Zawód: "Nie powiem". Obecnie rencista.

Zamieszkały: W bloku z wielkiej płyty.

Wywiad: Nie czytamy w domu książek. Czemu? A ile procent Polaków czyta, że akurat mnie pytacie? Jestem Polakiem, więc nie czytam. Nie wiem, czy za drogie są te książki. Nie znam cen, bo nie kupuję. Mam dwie córki, jedna po studiach. Nie wiem, czy coś czytają - one mają swoje życia. Żona też nic nie czyta.

Mało w życiu czytałem. Lektury szkolne jakieś. "Placówka" była, pamiętam. Koszmar! Jestem po szkole zawodowej. Tam już nic nie czytałem.

Moja mama miała tylko podstawówkę i ona jadła te książki. Rodziewiczówna, Orzeszkowa - ciągle latała po nie do biblioteki. Czytała mi jakieś bajeczki, pamiętam. Ale ja od zawsze wolałem rower. Jak nie przejadę dziennie 20 km, to choruję. To znaczy, teraz też choruję, bo jestem na rencie, ale to nie od roweru.

Kiedyś jazda obowiązkowa to był dla mnie "Wieczór Wybrzeża", gazeta taka. Teraz w piątki kupuję "Dziennik Bałtycki", ale to tylko ze względu na program telewizyjny, artykuły mi się nie podobają.

Skąd czerpię wiedzę o życiu? A z telewizora. Mamy trzy pudła TV, po jednym w każdym pokoju. Nie lubię filmów, tylko gadające głowy, polityka, czasami kanał National Geographic.

Nie mam w domu ani jednej książki. No, mówię przecież: ANI JEDNEJ. Czy mamy Biblię w domu? Czyli co niby? Aha, Pismo Święte. Nie, nie mamy. Nad wersalką w dużym pokoju wiszą: Jezus, papież i Matka Boska, to wystarczy.

Badany nr 4

Imię i nazwisko: Agnieszka Grochowska, malarka.

Wiek: 42 lata


Zamieszkała: W domku jednorodzinnym.

Wywiad: Mieszkam z rodzicami. Mama jest projektantką terenów zielonych, tato architektem. Książki zawłaszczają nasz dom, nie mamy ich już gdzie układać. Są wśród nich takie mało wartościowe, o wojskach radzieckich choćby, prezent od koleżanki w liceum. Nikt tego nigdy nie przeczyta, ale nie jesteśmy w stanie ich wyrzucić, mamy do nich zbyt duży szacunek.

To przez babcię. Była polonistką i wpoiła nam miłość do książek. Jest taka historia rodzinna, że jedną jedyną książkę babcia mimo wszystko spaliła w latach 50. To był "Drewniany różaniec" Natalii Rolleczek, książka o zakonnicach bijących dziewczynki. Babcia, bardzo pobożna, uznała, że autorka pisała na zamówienie komunistów i wsadziła książkę do pieca. Moja mama pamięta, jak babcia upychała z gniewem okładki pogrzebaczem pod fajerki, żeby wszystko spłonęło.

Dwie książki miały duży wpływ na moje życie. "Wszystkie stworzenia duże i małe" Jamesa Herriota i "Opowieści o zwierzętach", w której ludzie sprowadzali zwierzęta do zoo. Postanowiłam po nich, że zostanę weterynarzem albo biologiem.

Do biblioteki nie chodzę, bo mam problemy z odnoszeniem książek. Regularnie chodzę do księgarni. Przedostatnio czytałam "Stroiciela lasu" Marka Stokowskiego, a teraz skończyłam "O krok" Henninga Mankella. Nie spodziewałam się, że kryminał może tak wciągnąć.

Staram się czytać jak najwięcej po czesku, bo od kilku lat uczę się tego języka. Miałam prababcię Czeszkę, podoba mi się ten język. Kiedyś przywiozłam z Czech stos dzienników "Lidove Noviny". Biorę je do pociągu czy tramwaju i czytam. Choć trochę mi głupio, bo są już mocno zużyte, pożółkłe i obszarpane na brzegach od ciągłego przeglądania.

Nieraz w nocy nachodzi mnie chęć na czytanie. Siadam wtedy w kuchni i sięgam po książki kucharskie.

Badany nr 5

Imię: Renata, lektorka w przedszkolu anglojęzycznym.

Wiek: 44 lata

Zamieszkała: Apartamentowiec

Trudności: Obiekt za żadne skarby świata nie poda nam nazwiska, nie zaprosi do domu i nie pokaże półki z książkami. Zgadza się za to zrobić zdjęcie półki naszym aparatem i przynieść przed klatkę schodową, gdzie czekamy, kilka swoich książek.

Wywiad: Wyniosłam wam tu książki, które ostatnio czytałam: "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" Larssona, "Zmierzch" - poleciła mi córka, Mastertona "Krew Manitou", "My angels, my hearts" - kupiłam w lumpeksie za złotówkę.

Ale uprzedzam - żaden ze mnie mól książkowy, jestem raczej imprezowa. W trakcie roku prawie nie mam czasu na czytanie, zostawiam sobie książki na wakacje. Moje sparowane koleżanki jeżdżą na plażę z mężami albo partnerami, ja zabieram książkę.

Mama jest nauczycielką fizyki - w życiu książki nie ruszyła. Czytał tata, weterynarz. Miał nawet jedną książkę z zeszłego wieku - podręcznik weterynarii, takim śmiesznym językiem pisany.

Od 16 lat mieszkam na Zaspie i w tym czasie cztery razy się przeprowadzałam. W piwnicy trzymam 12 kartonów książek - moich i byłego męża. Jest tam "Pan Samochodzik" i stare kryminały, z serii z tygrysem. Raz się przypaliły podczas pożaru, ostatnio je podtopiło, jak nam zalało piwnicę. Ale targam te śmierdzące książki z miejsca na miejsce, bo żal je wyrzucać.

Trochę wstydzę się przyznać, jaka jest moja ulubiona książka. No, niech będzie - to "Dziennik nimfomanki" Valerie Tasso. To książka dla silnej singielki takiej jak ja. Bohaterka wplątuje się w różne afery miłosne, wszystko dlatego, że szuka miłości, ciepła i wsparcia. Poza tym lubię, jak w książkach są fajne sceny erotyczne.

Lubię też książkę "Jak uniknąć toksycznych związków" Patricii Delahaie, bo pomaga mi zrozumieć siebie.

Najczęściej pożyczam książki od koleżanek. Ostatnio weszłyśmy z córką do księgarni, poprosiła mnie, żebyśmy kupiły książkę za 38 zł. To dla mnie za drogo. W przedszkolu zarabiam 1,5 tys. zł na rękę. Córka w przyszłym roku będzie robić międzynarodową maturę. Podręczniki kosztują 3 tys. Trzeba będzie brać pożyczkę.

W domu czytam tylko w łóżku wieczorem. Gazet nie kupuję, magazyny dla kobiet mnie nudzą.


Myślę, że każdy w domu powinien mieć Biblię. Sięgałam do niej, kiedy miałam straszny kryzys, choć nie wszystko rozumiałam. Trzeba też mieć "Podstawowy poradnik medyczny" i "Kuchnię polską".

Badany nr 6

Imię i nazwisko: Magdalena Pietraszko, prowadzi z mamą biuro rachunkowe.

Wiek: 39 lat.

Zamieszkała: Blok z wielkiej płyty.

Wywiad: Czytam zrywami, gdy mam czas i poczuję zew. W szkole nie cierpiałam książek. Aż nagle, gdy skończyłam 16 lat, wpadłam w szał czytania. Zaczęło się od książki z półki mojego taty - "Byłem asystentem dr. Mengele" Miklosa Niyszliego. Siedziałam na ławce i nie wróciłam do domu, dopóki nie skończyłam lektury. Potem doszedł Wołoszański, dzienniki wojenne, historie z obozów koncentracyjnych.

I znów nastąpiła przerwa. Studiowałam bankowość, robiłam studia podyplomowe, kursy i totalnie nic nie czytałam poza podręcznikami.

A teraz znów czytam bardzo dużo. Dla rozwoju własnej osobowości: Zygmunta Freuda, książki o feng shui czy astrologiczne, bo w przyszłym roku zamierzam skończyć studium psychoterapii alternatywnej. Ponieważ uczę się angielskiego, w lumpeksie kupiłam sobie książkę "The world's greatest misteakes".

Nigdy nie sugeruję się recenzjami, tylko idę do księgarni, otwieram książkę w środku i czytam parę zdań. Jak mi się spodoba - kupuję. Znam całego Paulo Coelho, bo to książki, w których każdy znajdzie coś dla siebie. Lubię poradniki. Ostatnio kupiłam "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy". Ale to życiowe! Jednak książki są drogie, czasem złość mnie bierze, bo wydam 39,90 zł, a nie było warto.

Tylko nie patrzcie na półki, bo tam stoją segregatory z dokumentami klientów. Książki mam poupychane po kątach i na parapecie. Czasem późno wieczorem zabieram się za porządki, wyjmuję książki i zaczynam czytać. Za oknem robi się jasno, a ja siedzę z poezjami Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

Najważniejszą książką w moim życiu jest "Mały książę". Pierwszy egzemplarz zeżarł mi pies, drugi tylko nadgryzł. To była książka, która w jakiś sposób pomogła mi przejść z dzieciństwa w świat dorosły. Ale nie zabrałabym jej na bezludną wyspę, bo bym się chyba zabiła, tak jest depresyjna. Komplet baterii, MP3 i audiobooki, to bym wzięła na wyspę.

Mam siedmioletnią córkę Zuzię i pięcioletniego Oskara. Wieczorem puszczam im audiobooki albo filmy DVD z serii "Było sobie życie". Czasem im czytam. Ostatnio opowieści o Lancelocie. One już zasnęły, a ja mruczałam do siebie: "Nie, nie, muszę wiedzieć, co dalej. Czy oni będą razem?" i czytałam dalej.

Obiekt badawczy nr 1

Opis: Biblioteka na Zaspie. Dzieli przestrzeń blaszanej budowli z lat 80. ze sklepem samoobsługowym, gospodarstwa domowego, księgarnią, domem kultury, apteką, warzywniakami, lumpeksami, punktem dorabiania kluczy.

Ilu badanych korzysta z biblioteki: Niewiele ponad 2 tys. zaspian, czy co piętnasty mieszkaniec osiedla.

Rejestr czytelników z ostatnich sześciu miesięcy: Najwięcej książek wypożyczają 40-latkowie, dzieci i młodzież. Największe grupy czytelników liczą ponad 600 osób - to niezatrudnieni (emeryci, renciści, bezrobotni) oraz pracownicy umysłowi. Wśród wypożyczających jest tylko 107 pracowników fizycznych.

Wywiad: Mówi Małgorzata Lulla, kierownik filii nr 6 Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej w Gdańsku: Nie zauważyłam, żebyśmy tracili czytelników, choć chcielibyśmy, żeby trafiało do nas jeszcze więcej dzieci i młodzieży. Ludzie przychodzą po konkretne pozycje, o których usłyszeli w programach telewizyjnych albo przeczytali w gazetach. Kobiety interesują się bardziej książkami powieściami psychologiczno-obyczajowymi, biografiami, mężczyźni sięgają po kryminały, sensację, historie wojenne.

Zawartość wózka z książkami oddanymi przez czytelników w trakcie przeprowadzania wywiadu: "Wojna i pokój" - Lew Tołstoj, "Tajemnica 13. Apostoła" - Michel Benoit, "Bikini" - Janusz Wiśniewski, "Bliźnięta Fahrenheit" - Michel Faber.

Badani, którzy nie chcieli nas zaprosić do swoich domów

A. Mężczyzna, około 60 lat. Ubrany w czarny podkoszulek, z psem na smyczy. Spotkany przy klatce schodowej.

Pracuje w Niemczech na budowie. Twierdzi, że w życiu wykonywał już 13 różnych zawodów. Kiedyś czytał, nawet poezję. Teraz nie. Po 12 godzinach pracy ma siłę zajrzeć tylko do gazety. Czasem przejrzy książkę z branży budowlanej. Ma dwie córki, licealistkę i studentkę - czytają, ale tylko w komputerze.

B. Babcia z trzyletnim wnuczkiem, spotkana na placu zabaw. Emerytka, przez 35 lat była kasjerką w gdyńskim porcie.

Wnuczkowi czyta książki z dzieciństwa swojej córki - baśnie Andersena i "Baśnie tysiąca i jednej nocy". Odkąd zajmuje się wnuczkiem (osiem godzin dziennie), nie ma czasu na książki. Ostatnio czytała przewodnik po Krymie, lubi przeglądać atlas geograficzny. Zabiera do domu gazety, na przykład "Angorę", które sąsiad zostawia na skrzynce na listy.

C. Kobieta w naręczem pisma "Strażnica". Około siedemdziesiątki. Spotkana pod drzewem, gdzie schroniła się przed upałem.

Kiedyś miała dużą domową bibliotekę, a w niej książki nawet z XIX wieku, po teściu. Sprzedała wszystko do antykwariatu w 1975 roku - pieniądze przeznaczyła na wyjazd z przyjaciółmi na kongres Świadków Jehowy w Warszawie. Wtedy właśnie zrozumiała, że najważniejszą książką jest Pismo Święte. Dziś ma znów dużą bibliotekę, ale wyłącznie teologiczną. Na półkach w domu trzyma oprawione numery "Strażnicy".

Mąż czyta "Fakt", który wyjmuje z pojemników na makulaturę. W ten sposób jest na bieżąco.