Evangelia Heretika
Behemoth Firma fonograficzna: Mystic, 2010 Nośnik: audio CDs and DVDs
List price: $29.95(Save 10% off)Online price: $26.96

"Nie bierzemy pieprzonych jeńców! Rzucamy świat na kolana!" - mówi Nergal zapowiadając numer "Conquer All" z koncertu w Stodole. I nie przemawia przez niego pycha.

Ponad pięć godzin. Dawka zabójcza, choć pewnie nie dla zagorzałych fanów. Dosłownie zabójcza, gdy ogląda się koncerty z Paryża (luty 2008) i warszawskiej Stodoły (wrzesień 2009), obydwa przy pełnej widowni. Na żywo Behemoth to precyzyjna maszyna, brutalnie i bezlitośnie wykonująca swoje zadanie, czerpiąca energię z szalejących fanów.

Behemoth to już ekstraklasa ekstremalnego metalu. Świadczy o tym, poza mistrzostwem wykonawczym (zespół porywająco gra kawałki z całej kariery), produkcja koncertów, szczególnie warszawskiego. Klimatyczne intra i światła, stroboskopy, snopy ognia i iskier, plucie krwią, stylowe, ziarniste zatrzymane czarno-białe kadry. Żaden zespół z tej przegródki metalowej nie może się czymś podobnym pochwalić. Czasami montaż jest za szybki, męczący. Klatki zmieniają się prawie w tempie pędzącego na bębnach Inferno i ciężko oczom za nimi nadążyć. Nergal nie ukrywa, że chce, by koncert Behemoth był także spektaklem. Po wieloletniej harówce doczekał czasów, w których przedstawienie może prezentować wedle swojej wizji, a jego zespół jest traktowany jak gwiazda. Jeśli nie wierzycie polecam dokument "De Arte Heretika", opowiadający głównie o trasie amerykańskiej (film "Evangelia Nova" to impresje z trasy po Polsce i spotkań z fanami). Serce rośnie, widząc tłumy drących się wpiekłogłosy amerykańskich fanek i fanów oraz komplementujących Behemoth do kamery.

Muzycy Behemoth to rockandrollowcy. Nie dziwi więc, że w dokumentach nie brak typowego dla tras koncertowych wariactwa, śmiesznostek (np. amerykańskie fanki recytujące polskie przekleństwa), ciekawostek (np. Nergal śpiewający gościnnie z Lamb Of God, rozmawiający z protestującymi przed koncertem Behemoth amerykańskimi katolikami), autografów na biuście, itp. Ale "Evangelia Heretika" to nie napęczniały panegiryk, laurka słodka aż do porzygania się. Obserwujemy też nerwowe sytuacje przed- i pokoncertowe, słuchamy opowieści o minionych trasach, dalekich pod każdym względem od tego, czego zespół doświadcza od paru lat. Muzycy podkreślają, że sukces kosztował ich niemało wyrzeczeń, o czym wielu z lżących Nergala i Behemoth zdaje się zapominać. Szukających sensacji informuję, że Dody nie zobaczą ani nie usłyszą. Zobaczyć można z kolei wszystkie wideoklipy oraz reportaże z ich planów.

Behemoth nie wybiela się, nie chowa pod dywan tego, w co wierzy. Nergal nie idzie w sztuce na kompromisy. On chce mieć prawo do własnej wizji i przedstawiania jej tak, jak chce. Dlatego, w połączeniu z uporem i konsekwencją, zaszedł tak daleko. Może chwilami jest trochę pretensjonalny, ale można na to spuścić zasłonę milczenia. Los sprawił, że premiera "ewangelii" zbiegła się z nowiną o znalezieniu dawcy szpiku dla Nergala. Trzymajmy kciuki, by przeszczep się przyjął, a lider Behemoth szybko wrócił na scenę i dalej rzucał świat na kolana. Robi to świetnie. Zamiast go opluwać forowi wojownicy, powinniście go wspierać. Nie, za te komplementy nic mi nie zapłacił. "Evangelia Heretika" broni się świetnie także bez nich. Obejrzyjcie, a się przekonacie.