GDZIE KROKODYL ZJADA SLONCE
Peter Godwin Wydawnictwo: WAB , 2008 Strony / Pages: 432 , miękka oprawa ISBN: 978-83-7414-479-7
List price: $29.95(Save 15% off)Online price: $25.46

Peter Godwin pędzi życie nomady, dziennikarza specjalisty od spraw Afryki, który podąża od zlecenia do zlecenia, z jednego kontynentu na drugi.

Od czasu do czasu odzywa się do mieszkających w Zimbabwe rodziców, by upewnić się, że wszystko w porządku. Pewnego dnia okazuje się, że nic nie jest w porządku: ojciec jest umierający. Tak zaczyna się najniezwyklejsza, najdalsza i najboleśniejsza z podróży Petera Godwina. Jego osobista historia splecie się nie tylko z dramatycznym upadkiem Zimbabwe, ale zupełnie niespodziewanie zatoczy wielkie koło, by powrócić do przedwojennej Polski. Tam bowiem urodził się Kazimierz Goldfarb, którego cała rodzina zginęła w Treblince - którego Peter Godwin znał przez całe życie jako swojego ojca, George'a. Na początku XXI wieku zostaje on wraz z żoną po raz drugi wygnany ze swojej przybranej ojczyzny, tym razem ze względu na kolor skóry i obłąkańcze wizje prezydenta Roberta Mugabe. Peter Godwin nie może się temu przeciwstawić. Ale pozostawia wstrząsające świadectwo wierności, przywiązania oraz tragicznych losów ludzi i narodów.

W paszczy krokodyla - wywiad z Peterem Godwinem
Anna Sidoruk


Urodził się i wychowywał w Zimbabwe, w rodzinie białych liberałów. Studiował w Wielkiej Brytanii. Już jako dorosły człowiek poznał historię życia swojego ojca, polskiego Żyda, Kazimierza Goldfarba, który uciekając przed zagładą, znalazł dom w Zimbabwe. Ale nie spokój. Banda Mugabego bardzo starała się, by obywatele mieli pod górkę. Dziennikarz Peter Godwin w wydanej niedawno w Polsce książce „Gdzie krokodyl zjada słońce” spisuje losy swojej rodziny w rządzonym terrorem kraju.
br> Niedawno minęła kolejna rocznica ataku na World Trade Centre. To właśnie w przeddzień tego wydarzenia poznał Pan dramatyczną historię swojego ojca. Czy te okoliczności wpłynęły na to, jak przyjął Pan długo ukrywany rodzinny sekret?

Myślę, że wydarzenia 11 września w pewien sposób uczyniły wiedzę o życiu mojego ojca znośniejszym. Ta tragedia pozwoliła mi lepiej zrozumieć dramaty innych, jak właśnie ten, który dotknął rodzinę mojego ojca podczas II wojny światowej. Zacząłem więcej myśleć o kruchości życia i granicy, za którą ciągłość staje się iluzją.

To niesamowite, że Pana ojciec, polski Żyd, Kazimierz Goldfarb, trafił do Zimbabwe i tam odnalazł swój dom…

No cóż, został postawiony w obliczu kulturowego odrzucenia w Europie, jakim były holokaust i antysemityzm. Afryka była dla niego miejscem ucieczki, sanktuarium. Stała się zastępczym domem, któremu był bardzo oddany.

Czy po tym, jak ojciec odsłonił swoje losy, zainteresował się Pan bliżej Polską? Czy nadal jest to dla Pana egzotyczny kraj? Opisuje Pan swój krótki pobyt tutaj w okresie komunizmu…

W latach 80tych byłem przez krótką chwilę zagranicznym korespondentem londyńskiego „Sunday Timesa” we Wschodniej Europie i pisałem trochę o Polsce, np. reportaż o zabójstwie ks. Jerzego Popiełuszki. Wywołałem nawet gniew ówczesnego rzecznika prasowego rządu, Jerzego Urbana, którego rozwścieczył sposób, w jaki napisałem o kardynale Józefie Glempie. Nie wróciłem natomiast do Polski, żeby zebrać materiały do książki „Gdzie krokodyl zjada słońce”. Polegałem na wspomnieniach mojego ojca z dzieciństwa. Tak duża część Warszawy została zniszczona podczas wojny, a większość mieszkających tam Żydów zgładzona…

Zimbabwe to dla większości Polaków teren mało znanym. Chociaż trafiają do nas informacje o okrucieństwach reżimu Mugabego, rzadko otrzymujemy takie kompleksowe relacje, jak Pana książka. Opisuje Pan terror wetwojów [skrót od określenia „weterani wojenni”, który przybrali rzekomi kombatanci z czasów wojny o niepodległość Zimbabwe w latach 1967-1979], ich bogacenie się kosztem reszty społeczeństwa, opłakane skutki kontrolowanej przez rząd gospodarki, panoszenie się AIDS. Jak obecnie wygląda sytuacja? Czy krokodyl nadal jest wściekły?

Sytuacja obecnie jest dosyć niepewna. Być może właśnie w tym momencie następuje zawieszenie broni między krokodylem a opozycją. Gospodarka się zawaliła i potwór [Mugabe] w końcu słabnie. Im szybciej opuści scenę polityczną, tym lepiej dla kraju, który w końcu będzie mógł się podnieść ze zniszczeń.

Czy biali farmerzy są ciągle jeszcze prześladowani? I czy wielu ich tam zostało? Wetwoje stosowali bardzo okrutne i w wielu wypadkach skuteczne metody, aby pozbyć się ich z kraju…

Zostało bardzo niewielu białych farmerów, zaledwie garstka. Tak zwani wetwoje zostali wysłani przez rząd, aby zajmować farmy i przetrzymywać ich właścicieli dla okupu. Ostatecznie więcej czarnych pracowników farm zginęło z ich ręki niż samych białych. Jest wiele podobnych powodów, dla których Mugabe zwalczał białych do tych, dla których Hitler prześladował Żydów, czy Idid Amin zamieszkujących Ugandę Azjatów. Biali stanowili łatwo identyfikowalną rasowo mniejszość, byli bogatsi niż przeciętni obywatele kraju, nieodporni na ciosy w czasie spadku koniunktury; stanowili idealny cel polityki zazdrości.

Niektórzy uważają, że to bezmyślnie prowadzona polityka kolonizacji doprowadziła do chaosu w Afryce. A teraz Zachodnie rządy nie chcą się angażować w wydarzenia w Afryce, chcąc oczyścić się z poczucia winy. Zgadza się Pan z tą opinią?

To już truizm, że kolonializm jest częściowo odpowiedzialny za wewnętrzną niestabilność Afryki. Przede wszystkim zawiniło sztuczne przeprowadzenie granic państw bez uwzględnienia faktu, że w większości przypadków nigdy nie były one powstałymi organicznie narodami. Początkowo kolonializm spowodował także niezrównoważony rozwój regionu. Ale były też i jasne strony, jak edukacja czy infrastruktura - szczególnie w Zimbabwe, w którym zbudowano bardzo dobre drogi i doprowadzono elektryczność, i gdzie jest wysoki odsetek dobrze wykształconych czarnych ludzi. Im bardziej oddalamy się w czasie od kresu kolonializmu, tym mniej możemy go winić za wszystkie współczesne afrykańskie bolączki. To obecne złe przywództwo na kontynencie powinno wziąć bagaż winy na siebie. Nawet w bogatych w surowce naturalne, jak ropa czy gaz, krajach jest ogromna korupcja. Afryka cierpi na kryzys przywództwa.

Jak wspomina Pan swoje afrykańskie dzieciństwo i dorastanie? Czy między białymi i czarnymi dziećmi był mur?

Dorastałem w graniczącej z Mozambikiem, wiejskiej części Zimbabwe, gdzie było relatywnie niewielu białych. Oczywiście wtedy była to jeszcze rządzona przez białych Rodezja, więc rasizm był obecny, ale dużo mniej znaczący i z mniej drastycznymi przejawami niż w podzielonej przez apartheid Południowej Afryce. Ja chodziłem do liberalnej, mieszanej raso szkoły, poza tym byłem wychowywany w przeświadczeniu, że wszyscy ludzie się równi.

Czy zna Pan twórczość Doris Lessing? Ona dorastała w Rodezji. Jej opowieści afrykańskie pokazują relacje między białymi przybyszami i czarnymi miejscowymi jako pełne obustronnej nieufności. Ci biali, którzy próbowali pomagać czarnym, często wystawiali się na pośmiewisko, i to zarówno ze strony swoich sąsiadów, jak i tych, którym chcieli ulżyć, a którzy potrafili też niecnie ich dobrą wolę wykorzystywać.

Bardzo dobrze znam jej twórczość, a poza tym moi rodzice byli raczej liberałami - nie popierali Iana Smitha i jego polityki rasowej dominacji. Kiedy w 1972 roku wojna domowa rozpoczęła się na dobre, sprawy przybrały jeszcze gorszy obrót. Doris Lessing opuściła kraj na długo przed tymi wydarzeniami. Polecam jej późniejsze książki dotyczące Zimbabwe, kiedy wraca do kraju i obserwuje reżim Mugabego - w sposób bardzo krytyczny. Jest bardzo zawiedziona tym, co zastała na miejscu i otwarcie pisze o straconych złudzeniach.

Czy w Zimbabwe jest wielu pisarzy, którzy walczą – jak Pan to ujął w książce – z „bestią afrykańskiej tożsamości”?

Myślę, że jest wielu pisarzy w Afryce, którzy zmagają się z tym demonem, nie tylko biali. Ci z oczywistych powodów mają kłopoty z przynależnością i kulturowym samookreśleniem. Wielu najlepszych czarnych pisarzy kontynentu kształciło się za granicą. Piszą po angielsku, francusku, portugalsku, czyli w językach niegdysiejszych kolonizatorów. Ja osobiście dosyć lubię taką kulturową niepewność. Myślę, że stwarza ona bardzo płodne warunki dla pisarza - pomaga zachować otwarty umysł, kwestionować, prowokować; podtrzymuje wszystko to, do czego artyści są stworzeni.

Peter Godwin (ur. 1957) – wolny strzelec: pisarz, publicysta, reżyser. Pracował dla tak prestiżowych gazet jak "The Sunday Times", "The Observer", "The Guardian".

Zrealizował też kilka filmów dokumentalnych dla BBC oraz Channel 4. Laureat nagrody Apple/Esquire/Waterstones oraz Orwell Prize za książkę Mukiwa: A White Boy in Africa (1997), w której opisuje dzieciństwo i młodość, spędzone w Południowej Rodezji (dziś Zimbabwe). (informacja pochodzi od wydawnictwa W.A.B., polskiego wydawcy książki "Gdzie krokodyl zjada słońce")